Śmierć, Anihilacja i Heavy metal. „Death skid marks”, albo „Jak zostałem psychopatą w drodze na koncert”.

Przesadna brutalność, ostry soundtrack, czarny i miejscami obleśny humor, śmierć, rozwałka i to wszystko w celu dojechania na „Najlepszy koncert świata”- Death skid Marks bezsprzecznie można nazwać jednym z ciekawszych tytułów Indie minionego roku.

Być może wielu z was, czytającym tę recenzję, zdarzyło się wybrać ze znajomymi w dosyć długą podróż – na przykład na „Przystanek Woodstock”? Własny samochód, duża ilość kilometrów do przebycia, doborowe towarzystwo i świadomość, że jesteście coraz bliżej miejsca, gdzie najbliższe kilka dni upłynie wam na ostrym imprezowaniu w rytmie ulubionych zespołów? Taaa… Podobne odczucie ma Mark Skid- bohater dzieła whisky Tango Studios, kiedy szykuje się na – cytując w luźnym tłumaczeniu  – „Kopiący dupsko koncert”. Czeka go długa podróż przez niesławną „Route 666” (Nawiązanie do innej sławnej „route XX”  nasuwa się samo), dlatego też po drodze trzeba będzie zebrać ze sobą paru autostopowiczów. Wiadomo – samemu nudno się podróżuje, benzyna jest droga i mimo wszystko ciężko prowadzi się i strzela jednocześnie do goniących cię z młotkami i karabinkami szturmowymi neo-nazistów …. tak, dobrze przeczytaliście.
2015-01-07_00007
„We are the road crew”*

Death skid Marks jest grą akcji widzianą z lotu ptaka. Nasz główny cel to, jak już wspomniałem, dotarcie samochodem do celu i pokonywanie po drodze atakujących nas przeciwników. Proste zadanie prawda? Nic bardziej mylnego – pierwsze, co rzuca się w oczy to poziom trudności, i pisząc to mam na myśli, że gra NAPRAWDĘ wymaga umiejętności. Trybów gry mamy tu ponad dziesięć i każdy z nich okraszony jest nazwą jakiegoś fikcyjnego zespołu (Urzekł mnie tryb turbo o jakże uroczej nazwie „Steel Bukkake”). Jeżeli chcesz przejść poziom, lepiej przygotuj się na godziny, jeżeli nie dnie wypełnione przekleństwami, stresem i waleniem pięściami w klawiaturę. Zaryzykuję stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z jednymi z najwredniejszych bossów w grach wideo.
Przeciwników pokonać możemy poprzez niszczenie ich samochodów, spychanie ich na pobocze lub zabicie kierowcy i pasażerów. Dlatego też warto zatrzymywać się w drodze przy pojawiających się często sklepach, gdzie rekrutujemy kolejnych członków naszej ekipy. Możemy również kupić tam żarcie, broń, naprawić lub ulepszyć samochód, wybrać sobie wyzwania, za które zgarniamy kasę, oraz brać narkotyki, które poprawią nasze umiejętności (na szczęście twórcy już przy uruchomieniu gry informują że „zwycięzcy dalej nie biorą”- i bardzo dobrze. Po co robić wkoło siebie niepotrzebny szum?). Należy też uważać, ponieważ w sklepach co jakiś czas pojawiają się „Fucking tickets”(hmmm..) czyli bilety na koncert, bez których nie otrzymamy dobrego zakończenia. Narzędzia apokalipsy z których korzystają pasażerowie, dzielą się na broń palną i ręczną. Możemy siać zniszczenie za pomocą m.in. młotków, rewolwerów, pistoletów, łomów, strzelb, kijów bejsbolowych, miotaczy ognia, pił mechaniczych („groovy…”) czy chociażby palników, tak więc na brak narzędzi raczej nie ma co narzekać.

2015-01-07_00011Prowadzisz, mordujesz- how simple is that?

Sterowanie w grze ogranicza się tylko do korzystania z klasycznego WSAD-u i myszki, co jest dobrym rozwiązaniem. Lewym przyciskiem strzelamy z broni palnej, prawy to tzw. „Panic button” czyli natychmiastowe uruchomienie wszystkich specjalnych przedmiotów, np. granatu ręcznego, apteczek lub elementów naprawiających samochód. Łatwość w sterowaniu zależna jest też od auta jakim się poruszamy, a kolrjne zdobywamy za odblokowywanie achievementów. Na brak wyboru nie możemy narzekać – mamy tutaj początkowy mobil o jakże typowej nazwie „standardo XL”, ciężkiego jeepa, nie mającego sobie równych jeżeli chodzi o rozpychanie się na drodze, dwuosobowy samochód o napędzie rakietowym, mogącym usmażyć jadących za nami przeciwników, czy też przypominający DeLoreana samochód w którym Mark zakłada na twarz maskę świni – przypadek?

2015-01-07_00001

„Czujesz się urażony? Cóż, twój problem”

Ważnym elementem gry jest zdecydowanie jej humor, przeważnie czarny oraz liczne nawiązania do popkultury. Przejawia się on zarówno w rozgrywce jak i w samym wyglądzie gry. Bohaterowie nie dość, że są mocno przerysowani, to dodatkowo każdy posiada specyficzny opis. Dla przykładu, możemy wziąć do naszej grupy śmiertelnie chorego pacjenta, po czym dostać informację „Facet nie bez powodu jest ŚMIERTELNIE CHORY – serio spodziewasz się od niego że będzie przydatny?”. Przeciwnicy, z którymi staniemy w szranki, są za to parodiami istniejących w stanach organizacji i subkultur. Dostaje się po równo strażnikom osiedli przyczepowych, mieszkańcom Teksasu, neonazistom, psychotycznym groupies, czy chociażby członkom kościoła baptystów z Westoboro (w grze nazwanych Eastmoron), znanym ze swoich radykalnych poglądów i nienawiści do wszystkiego, co uznają za nieboskie (Jak głosi ich hasło w grze: „Bóg nienawidzi p****ów, muzyki, czeskich piłkarzy i CIEBIE”).

Death Skid Marks 2

Good lookin’ annihilation

Grafika, jak na grę Indie, prezentuje się zadowalająco. Samochody ulegają uszkodzeniom, dymią się i palą, eksplozje wyglądają nieźle, a nasze auto co jakiś czas pokrywa kurz, sadza i resztki przeciwników.
Ścieżka dźwiękowa składa się z 50 punkowo – metalowych kawałków, które nakręcają gracza do siania Armageddonu na drodze, i o ile nie każdemu może ona przypaść do gustu, mnie zauroczyła od pierwszych riffów. Problemem są tu jednak inne efekty dźwiękowe, a raczej ich brak, bo gra czasami zapomni odtworzyć np. odgłosu strzału z broni bądź hamowania, na szczęście jest to jednak czynnik, który nie wpływa znacząco na rozgrywkę.

Szczerze mówiąc,  po Death skid Marks nie spodziewałem się za wiele. „Ot taka sobie popierdółka, która raczej się nie wybije”, pomyślałem. Wystarczyło jednak trzydzieści minut spędzonych z grą, aby moja opinia przekręciła się o 180 stopni. Jestem nawet gotów zaryzykować stwierdzenie, że jeżeli  Whiskey Tango włoży jeszcze trochę pracy w swój tytuł, będziemy mieli produkcję, która skutecznie odświeży gatunek gier podobnych swoim gameplayem do chociażby klasycznego już „Death rally”. I o ile nie wbije się w kanon, to na pewno zostanie zapamiętana jako jeden z lepszych tytułów z gatunku gier niezależnych.

Podsumowując:
Przy DSM bawiłem się przednio, i o ile ty także jesteś fanem siania chaosu na drodze w rytm ostrego rżnięcia na gitarze, to mogę polecić tę grę na ślepo i z czystym sumieniem. Gwarantowane kilkadziesiąt godzin rozgrywki w celu odblokowania wszystkich smaczków. 

 

*Cytat z tego oto dzieła pewnego brytyjskiego basisty i jego zespołu

ZALETY:
5
WADY: