Symulator japońskiego turysty, czyli Camera Obscura

Zgadnijcie co to za gra: platformówka, w której musimy robić zdjęcia. Nie, to nie jest Snapshot. Podpowiem: w tej grze możemy ze sfotografowanych elementów planszy budować platformy, które pomagają nam w doskoczeniu do niedostępnych fragmentów etapu. Nie, to nie jest Snapshot. Dodam jeszcze, że całe to robienie zdjęć jest kluczem do rozwiązywania łamigłówek. Nie, to nie jest Snapshot!

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=UfahLj7-8gM”]

Jakby do sprawy nie podchodzić, to skojarzenia z grą studia Retro Affect są nieuniknione. Na szczęście ulatują one z naszej głowy wraz z pierwszym uruchomieniem gry. Podstawową różnicą pomiędzy tymi produkcjami jest pomysł na rozgrywkę. Tutaj nie wycinamy pojedynczych elementów otoczenia, ale kopiujemy wszystko to, co jest w danej chwili na ekranie. Następnie takie „zdjęcie” przemieszcza się przez chwilę za protagonistką, by potem zastygnąć na krótki czas tworząc tym samym platformy, po których możemy bezpiecznie przebiec. A to wszystko na niezwykle przyjemnych planszach, nieraz zmuszających nas do wypróbowania kilku rozwiązań danego problemu. Jednak nie zawsze są one do końca dopracowane: przedostatni etap skończyłem omijając ponad połowę przygotowanej dla nas ścieżki zdrowia (choć muszę przyznać, że wpadnięcie na ten pomysł zajęło mi niemałą chwilkę).

camera1

W Camera Obscura wcielamy się w bezimienną podróżniczkę, która postanawia wdrapać się na sam szczyt wieży. Dlaczego? Tego nie wiadomo. Gra dawkuje nam informacje o fabule niczym ostatnie krople wody na środku pustyni. Przez większość rozgrywki jesteśmy karmieni wyłącznie okruszkami informacji znajdującymi się w krótkich notatkach, porozrzucanych gdzieś po etapach. To, ile dowiemy się po drodze do finiszu, zależy tylko i wyłącznie od nas, bowiem jeśli się postaramy, możemy nie zebrać ani jednej notki. Wszystko… wróć… część faktów staje się mniej więcej jasna dopiero wtedy, gdy dotrzemy do jednego z kilku czekających na nas zakończeń.

camera2

Trzeba przyznać, że gra się w to niezwykle przyjemnie. Biegamy od planszy do planszy, wspinamy się, a przy okazji strzelamy hurtowe ilości fotek (pod koniec gry dostałem osiągnięcie za to, że zrobiłem ich… pięć tysięcy). Nieco przeszkadza nierówny poziom trudności. Na początku jest względnie łatwo, z czasem gra stawia przed nami coraz trudniejsze wyzwania, a gdzieś w drugiej połowie produkcji zaczyna się chaos. Siedzimy przez godzinę na jednej planszy (pozdrowienia z Balcony of Dawn) , a następujący po niej etap przechodzimy za pierwszy razem. Pod koniec rozgrywki wszystko wraca na swoje miejsce. Meh… Skoro już tak wylewam żale, to jeszcze poskarżę się, że Camera Obscura za nic nie chciała wykryć mojego kontrolera z górnej półki (kosztował kilkanaście złotych, ale wisiał na samej górze wystawy!). Grać w platformówkę na klawiaturze… boli, ale nie przeszkodziło mi to zbytnio w czerpaniu niemałej przyjemności z rozgrywki. Oczywiście gdy już przywykłem do tego, że postać jest odrobinę… bo ja wiem… nadsterowna?

camera3

Jeśli widząc hasło „platformówka logiczna” od razu myślicie, że w tej grze niepotrzebny jest zestaw obowiązkowy miłośników hasania po platformach (zręczne paluchy + idealna koordynacja ręka-oko), to z radością wyprowadzę was z tego błędu. Camera obscura to miejscami prawdziwy sprawdzian refleksu i precyzji dla naszych górnych kończyn. Powtarzanie raz po raz skoku tylko dlatego, że platforma ze zdjęcia zawisła kilkanaście pikseli za wysoko, jest tutaj normą. Sprawy nie ułatwiają panoszący się tu i ówdzie przeciwnicy, których zabić możemy tylko dzięki miażdżeniu ich fragmentami naszych fotek. Najciekawiej robi się jednak dopiero pod koniec gry, gdy trzeba transportować te poczwary z miejsca na miejsce (czasem na drugi koniec planszy!) po to, by użyły tam przełącznika, do którego my nie mamy dostępu. A, że napotkane kreatury to skończeni idioci, często spadali oni z misternie budowanych przeze mnie ścieżek. Nieraz powodowało to, że wyłączałem grę, rzucając pod nosem łacińskie sentencje (coś o krzywych), tylko po to, by kilkanaście minut później wrócić z podkulonym ogonem i spróbować jeszcze raz… dwa… aż do skutku! Takie to dobre!

camera4

Czy brać? Zdecydowanie. Dobrych platformówek na blaszaki nigdy za wiele, a i solidne łamigłówki są zawsze w cenie. Do tego to wszystko wygląda i brzmi świetnie! Kurczę, jeżeli każdy pomysł zrodzony na game jamie ma kończyć się równie dobrą grą, to bardzo dobrze, że takie imprezy się odbywają!

ZALETY:
5
WADY: