Szczepionka na nudę, czyli Vaccine War

Wielkanoc, ach Wielkanoc. W ciągu tygodnia poprzedzającego najważniejsze święto chrześcijan telewizyjną ramówkę zaczynają dominować filmy religijne, z reklam wylewają się pisanki, a życie polega głównie na sprzątaniu i gotowaniu. Ja, gdzieś między jednym i drugim, upchnąć musiałem ogrywanie Vaccine War, debiutankiej gry studia Games for Tutti. I, szczerze mówiąc, bardzo się cieszę, że w tym całym rozgardiaszu indyk rodem z Hiszpanii mnie nie ominął. Dlaczego?

vaccine1

Akcja Vaccine War dzieje się w 1936 roku. W grze wcielamy się w postać Daniela, weterana I Wojny Światowej, bohaterskiego żołnierza Prus, który po przeżytej grozie, postanawia osiąść w słonecznej Hiszpanii. Tam zakłada rodzinę i ma zamiar dożyć w spokoju kresu swych dni. Los nie obchodzi się z nim jednak łaskawie. Jego małżonka ginie, córka zostaje uprowadzona, a on zostaje pozostawiony na pewną śmierć. Główny bohater uchodzi jednak z życiem, po czym, bez chwili zastanowienia, rusza na ratunek swemu jedynemu dziecku. „Fabułka jakich wiele” chciałoby się rzec, jednak tego nie powiem, bo historia z czasem robi się niesamowicie głupia, zwłaszcza gdy swoją rolę w całym tym bałaganie ujawnia tytułowa szczepionka. Nie będę wam zdradzał szczegółów, żebyście mogli w pełni przeżyć ten fejspalmotwórczy moment.

Wbrew temu, co można by stwierdzić na pierwszy rzut oka, Vaccine War wcale nie jest platformówką, a strzelanką z systemem osłon. Początkowo miałem obawy, jak patent z Gears of War sprawdzi się w rozgrywce osadzonej w dwóch wymiarach. Okazały się one jednak bezpodstawne, bo działa to naprawdę dobrze. Gdy dostrzeżemy strzelca możemy skryć się za skrzynią/beczką/głazem/cholera-wie-czym-jeszcze, co uchroni nas przed wrogim ostrzałem, czyniąc jednocześnie bezbronnym wobec oponentów walczących w zwarciu. Przeciwnicy też mogą się chować, co urozmaica rozgrywkę, lecz jednocześnie prowadzi do absurdalnych strzelanin rodem z Nagiej broni, gdy skryci po obu stronach tej samej osłony ostrzeliwujemy się z wrogiem oddalonym od nas o kilka kroków.

vaccine4

Choć walka sprawia satysfakcję, zawodzi ilość dostępnych w grze broni. Obok noża, stanowiącego podstawowe narzędzie do oczyszczania poziomów z przeciwników, z czasem zdobywamy dostęp do pistoletu, karabinu powtarzalnego i granatów. Trochę tego mało, zwłaszcza, że niektórzy bossowie mają naprawdę fajne narzędzia mordu do dyspozycji i chciałoby się położyć na nich swoje łapska. Niestety nie da się. Bo nie. W związku z tym strzelamy z tego, do czego akurat mamy amunicję, a granatami nie rzucamy, bo nigdzie ich nie ma. Przeszukiwałem każdy zakamarek licząc na to, że znajdę jakąś ukrytą pukawkę. Jednakże, jako że nadzieja jest matką głupich, nie znalazłem nic, poza kolejnymi okazjami do dostania po tyłku od oponentów.

Grafika w grze to połączenie trójwymiaru i rysunków 2D, niczym w pierwszym GTA – po wykonanych w 3D lokacjach poruszają się płaskie postaci. Wygląda to bardzo solidnie. Od czasu do czasu możemy zmienić plan, po którym się przemieszczamy, a kamera podąży wtedy grzecznie za nami. Skoro już o niej mowa, nie mogę nie ponarzekać na to, że ta dostaje ataku epilepsji, gdy zaczniemy biegać, co niezwykle mnie irytowało, a i przyzwyczaić się do tego nie sposób.

vaccine3

Miłą odskocznię od standardowej rozgrywki stanowią potyczki z bossami. Połowa to zręcznościowe, niemalże platformówkowe unikanie ciosów i atakowanie niemilców w chwilach ich słabości, a pozostałe to ciekawie skonstruowane strzelaniny. Walki te jednak nie należą do wymagających. No, chyba że mówimy o ostatniej walce w grze. Ta to napsuła mi nerwów. Nie dość, że wymaga od nas mozolnego obijania mordy oponenta zanim w ogóle odsłoni się na chwilę, dając nam szansę na zadanie obrażeń, to jeszcze jest cholernie zabugowana. Często zdarzało się, że przeciwnik tracił głowę i w wyniku błędu zaczął się przemieszczać nie w tę stronę, w którą był obrócony, przez co wpadające od czasu do czasu na arenę mięcho armatnie mogło bez problemu ściąć nam pozostałe punkty życia (choć, gdy mój zmęczony umysł przestał świrować na widok tego manewru, dało się jakoś wybrnąć z tej sytuacji). Dwa razy boss postanowił też, ni z gruchy, ni z pietruchy, opuścić arenę, pozostawiając mnie samotnego, po czym nie działo się absolutnie nic. Jedynym wyjściem było wtedy wczytanie gry.

vaccine2

Niby przez pół recenzji narzekam, ale muszę przyznać, że Vaccine War pozytywnie mnie zaskoczyło. To niezwykle przyjemny indyk, mający ciekawy pomysł na siebie. Tym bardziej smuci fakt, że przejście gry zajęło mi niecałe 4 godziny (z czego ponad 30 minut męczyłem się z tym zabugowanym szajsem na końcu). Warto poświęcić parę chwil i samemu zapoznać się z tą produkcją.