„This is a heist, baby. `Ya dig?”- recenzja Crookz – The Big Heist

To nie jest tak, że nie przepadam za grami logicznymi, bo są dla mnie za trudne. Siadając do komputera czy konsoli oczekuję raczej sprawdzenia mojej zręczności, refleksu, a nieraz i cierpliwości do samego siebie – stąd moja niezdrowa fascynacja Hotline Miami. Jednakże, od czasu do czasu, można wytężyć mózg przy czymś stricte logicznym, toteż w moje rączki niedawno wpadło Crookz – The Big Heist. Jest to złodziejska skradanka ze stajni Skilltree Studios – twórców odpowiedzialnych za trzy ostatnie części serii Tropico. Czy udało im się stworzyć produkt godny uwagi? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Crookz - The Big Heist

Lata 70. ubiegłego stulecia. Funk króluje na parkietach, Michael Jackson nawet nie myśli o solowej karierze, a Nixon – o ile już tego nie zrobił – pod wpływem afery Watergate, pożegna się ze stołkiem prezydenta pokazując dwie „victorie” przed odlotem. To właśnie w tym okresie przyszło działać ekipie złodziei pod dowództwem niejakiego Murraya. Ich ostatnim skokiem miała być Wenecja – a dokładniej księżycowy kamień, znajdujący się w weneckim muzeum. I może wszystko poszłoby gładko, gdyby nie fakt, że Murray postanawia w trakcie skoku perfidnie pozbyć się swoich ludzi, dopatrując się w nich tylko zbędnego balastu, z którym – co gorsza – trzeba podzielić się łupem. Cała ekipa trafia do paki, na szczęście nie na długo, ponieważ wychodzi za kaucją wpłaconą przez majętnego zleceniodawcę, po czym każdy z nich rusza w tylko sobie znanym kierunku. Murray zapada się pod ziemię na następne 5 lat – do czasu, aż rzeczony kamień trafia do San Francisco. Jednakże nie tylko on ostrzy sobie zęby na łup. Cleo i Bishop, którzy w międzyczasie brali udział w kilku napadach na laboratoria eksperymentujące na zwierzętach, postanawiają utrzeć zdrajcy nosa i zwinąć kamień jako pierwsi – nie uda się to jednak bez pomocy starych znajomych.

Rozgrywka przypomina nieco The Sting! – klasyka z 2001 roku, gdzie również naszym zadaniem było okradanie różnego rodzaju lokacji. Z tą jednak różnicą, że tutaj zamiast planowania skoku, realizujemy go na bieżąco. Pomaga w tym funkcja aktywnej pauzy (nie wiedzieć czemu, ciągle kojarząca mi się z Baldur’s Gate), która pozwala nam na zmianę strategii i ewentualną korekcję błędów. Bo tych gra nie wybacza. Niechcący napatoczyłeś się na kamerę? – trudno, nie będzie dobrego wyniku na koniec (możesz jednak sobie pomóc i usunąć nagranie za pomocą… zwykłego magnesu – ach, ta technologia lat 70.). Nie przemyślałeś dokładnie ruchów swojej postaci i wpadłeś na strażnika? – nie ma ucieczki, game over baby. Dlatego więc chłodna kalkulacja, refleks i porządne rozeznanie terenu jest tutaj kluczowe. Na szczęście przed każdą misją czeka nas odprawa, w której zamieszczone są wszystkie ważne miejsca, a także rozkład zamkniętych drzwi i ścieżki, jakimi poruszają się strażnicy (co, moim zdaniem, jest akurat nazbyt wielkim uproszczeniem).

Crookz - The Big Heist

Ponadto, możemy też kupować przedmioty pomagające nam w akcji, jak na przykład, łom – nieco hałaśliwy, ale pozwalający na otwieranie dowolnych drzwi; albo chloroform, dzięki któremu uda nam się na 30 sekund załatwić problem ze strażnikiem blokującym drogę, kosztem jednak późniejszej podejrzliwości wyżej wymienionego.

Nasz oddział składa się z 5 osób, z którymi mamy czas zaznajomić się w samouczku, a po szwindlu wykręconym przez Murraya, zbieramy ponownie w późniejszych misjach. Nieoficjalny mózg operacji to Cleopatra. Jej główną umiejętnością jest… no cóż… bieganie… Poza nią, do naszej dyspozycji mamy wspomnianego pobieżnie Bishopa – hipisa z ekoterrorystycznymi zapędami, potrafiącego sobie poradzić z zamkami bez pomocy znajdziek. Z kolei Rocket, to akrobatka, która dzięki swojej elastyczności może przeciskać się przez kanały wentylacyjne i tym sposobem omijać patrole, laserowe czujniki i kamery. Ostatnimi dwiema postaciami są Rufus i Lobkowitz. Ten pierwszy to zapaśnik, i notabene brat Rocket. Jego atutem jest umiejętność nokautu strażników gołymi pięściami. Drugi natomiast jest jowialnym weteranem w świecie przestępców, a co ważniejsze, doskonałym elektrykiem zdolnym przeprogramować zamknięte drzwi z zamkiem elektrycznym.

Crookz - The Big Heist

W późniejszej części gry nasi złodzieje wraz z postępami odblokowywują dla siebie nowe umiejętności. Tak więc Rufus potrafił będzie, kosztem hałasu, przebijać gołymi pięściami(!) gipsowe ścianki, skracając tym samym drogę reszcie ekipy, a Rocket, na przykład, będzie umiała prześlizgnąć się między czujnikami laserowymi niczym Vincent Cassel w Ocean’s Twelve, z tym że mniej widowiskowo.

Projekt poszczególnych etapów stoi na przyzwoitym, jeśli nie dobrym poziomie. Co prawda nasze zadania głównie sprowadzają się do – idźcie wszyscy do punktu A, potem weźcie coś z punktu B i szybko do punktu ucieczki – ale dzięki przeszkodom stojącym na drodze, plansze nigdy się nie nudzą, a wraz z postępem rozgrywki robią się jeszcze bardziej wymagające.

Crookz - The Big Heist

W ogrywanej przeze mnie przedpremierowej wersji gry, niestety zdarzyło się też parę błędów. Nie uniemożliwiały one, co prawda, ukończenia rozgrywki, aczkolwiek potrafiły mnie nieco skołować. Na przykład, wskaźnik podejrzliwości potrafił pokazywać złą wartość, lub też moi bohaterowie uparcie chcieli poruszać się okrężną drogą wokół willi, chociaż cel znajdował się na drugim końcu korytarza. Na szczęście w wydanym przedwczoraj 1,5 GB patchu najprawdopodobniej usunięto ten i inne problemy, gdyż już się z nimi nie spotkałem.

Graficznie gra prezentuje się nieźle, chociaż bez zbędnych fajerwerków. Crookz – The Big Heist śmiga na silniku Unreala, więc nie powinien sprawiać problemów starszym komputerom. Projekty postaci są w miarę szczegółowe i przerysowane, jak zresztą cała stylistyka produkcji. Tak więc Cleopatra nosi na głowie afro, z którym nie powinna mieścić się we framudze, a Bishop jak na hipisa przystało przypomina kuzyna Coś z Rodziny Addamsów tylko, że nosi dzwony i lenonki.

Crookz - The Big Heist

O ścieżce dźwiękowej można powiedzieć tyle że… cóż… jest poprawna i wpasowuje się w funkowy klimat gry – nic mniej, nic więcej- nie mamy tu raczej do czynienia z rewolucyjnym soundrackiem à la Bastion czy też uwielbianym przeze mnie Hotline Miami.

Reasumując, Crookz – The Big Heist pozytywnie mnie zaskoczyło. Wyrównany poziom trudności, idealnie rozłożone klasy bohaterów i potwornie kiczowaty, a jednocześnie nawet interesujący klimat to główne cechy tego tytułu. Fanom gier strategicznych czy logicznych polecam w ciemno. Zwolennikom produkcji stricte arcadowych natomiast zaleciłbym zastanowienie się nad zakupem.