Recenzja „Zombies” czyli parę słów o trupach w biurowcu

Istnieje taki stereotyp, według którego praca w biurze to najnudniejsza robota na świecie. Czy to prawda, nie mam pojęcia. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy biurowiec zaatakują chodzące trupy, a Ty musisz się stamtąd wydostać, gdy w tle przegrywa Ci przyjemna, elektroniczna muzyka. Graliśmy bowiem w Zombies.

A dokładniej ja, Szyba i opowiem wam jak bardzo przyjemne jest zabijanie truposzów w Zombies. Bignic to ciekawa persona – jest kanadyjski muzykiem, programistą i treserem małp. O dziwo, nie jest drwalem, chociaż nie wnikam w jego przeszłość. Przede wszystkim jest muzykiem – głównie są to nutki w stylu elektrycznym w połączeniu z innymi. Efekt? Niesamowity, a równie genialny popis umiejętności dał w Zombies. Zarówno jako twórca i jako kompozytor soundtracku. A czym jest to całe Zombies, bo warto o nim wspomnieć? Zwłaszcza, że jest tematem recenzji.

Zombies to gra w stylu retro. Jako koleś z biura – dosłownie, postać nazywa się „Koleś” z ang. Dude – przebijamy się przez fale trupów, które są naszymi dawnymi kolegami i koleżankami z pracy. Smutna historia? Nie do końca, Koleś wydaje się całkowicie obojętny całej sytuacji i bez mrugnięcia okiem zabija swojego przełożonego, księgowego czy też menedżera. Gdy ginie jeden z jego jeszcze żywych kolegów, jego jedynym zmartwieniem było to, czy może sobie zabrać jego shotguna. Takich sytuacji jest wiele, cała szczątkowa fabuła ma charakter humorystyczny, natomiast gameplay to totalna rzeźnia. Jeśli myśleliście, że w Left 4 Dead mogliście kłaść trupy garściami, że tak to ujmę, to tutaj nie ma na to słów. Ilość trupów może i jest stosunkowo niewielka, natomiast są całkiem mądre i często zamiast pojedynczo atakować, zbierają się w grupkę lub próbują Cię otoczyć. Nieźle, jak na kogoś bez mózgu. Skoro już zacząłem o gameplayu, to warto to pociągnąć. Gramy z widoku izometrycznego – czyli takiego znanego z klasycznych hack’n’slash. Przebijamy się przez fale wrogów z masą arsenału – kolejno z pięściami, kijem do baseballa, piłą motorową, pistoletem, shotgunem, rurą, napalmem w sprayu?, koktajlami mołotowa oraz karabinem Uzi. Bronie są lepsze i gorsze, ale każdą inaczej się gra. Z rurą będziemy starali się eliminować pojedynczych wrogów, shotgun sprawdzi się na całe tłumy, a z napalmem możemy stać się chodzącym czołgiem. A o amunicje nie ma się co martwić, zawsze kończyłem grę mając jej 10x więcej niż na początku. Przyjemność przede wszystkim.

Początkowe etapy są nieco nudne, ale nie warto się zniechęcać, później robi się ciekawiej. Na sam koniec etapy stają się coraz bardziej szalone, a zabijanie trupów nadal niesamowicie bawi. Co parę poziomów mamy możliwość spotkać znaną nam postać, jak nasz były menedżer, który po epidemii stał się super silnym zombie, którego specjalną zdolnością jest plucie pomniejszymi zombie. Takie starcia są niezwykle schematyczne i każde wygląda tak samo, jednak przez większość gry to nie przeszkadza. Jedynie grze można zarzucić to, że jest krótka – można ją przejść bardzo szybko, w jakąś godzinę, natomiast jeśli chcemy się wyluzować i pobawić, starczy nam zabawy na dobre trzy godziny. Oprócz tego dochodzi tryb Endless, w którym możemy dłużej pograć na ogranych mapkach i arcade’owo pozabijać trupy.

Czas na oprawę wizualną. Jeśli ktoś lubi ładne piksele, będzie wniebowzięty. Twórca wykonał kawał dobrej roboty, postacie są bardzo charakterystyczne, ale wyglądają uroczo. Pomieszczenia też są narysowane bardzo solidnie. Może jedynie boleć brak różnorodności na początku, bo przewijają się głównie dwa rodzaje etapów, plus ze dwa pod koniec gry.

Dźwięk jak już wspomniałem jest flagowym elementem tej produkcji. Za soundtrack odpowiada sam autor i stworzył on arcydzieło, które oczywiście zostało docenione w odpowiednich środowiskach różnymi nagrodami. Idealnie pasuje do klimatu gry i dodatkowo uprzyjemnia totalną rozwałkę. Dźwięki broni i trupów zrobione też naprawdę dobrze, nie są denerwujące, a to najważniejsze.

Na plus:

  • Wspaniała ścieżka dźwiękowa stworzona przez twórcę gry
  • Przyjemne niszczenie zombie
  • Zabawne cutscenki
  • Każdą bronią gra się inaczej

Na minus:

  • Powtarzalność poziomów
  • Czasem jest aż za łatwo
  • Schematyczni bossowie

Procent końcówy: 76% (Gra bardzo dobra w swoim gatunku, przyjemna, choć niepozbawiona błędów)

Podsumowując, gra się naprawdę fajnie i myślę, że główny cel produkcji, czyli przebijanie się przez hordy trupów, został należycie spełniony w tej grze. A jeśli lubicie się zaśmiać pod nosem podczas gry, to przerywniki między poziomami z pewnością was rozśmieszą.A warto zagrać, zwłaszcza, że gra nie jest droga – to tylko trzy euro.

Autor: Szyba

1ndieWorld

Uniwersum indie games nie jest już rajem dla geeków, fantazją nerdów, undergroundowym dziwactwem…

Gry niezależne kształtują mainstream, narzucają trendy, zmieniają świat.

Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszym użytkownikom odkryć magię indie. Pierwszy w Polsce serwis, poświęcony wyłącznie produkcjom niezależnym – 1ndie World – jest jedyny w swoim rodzaju, stawia na uczestnictwo, pobudza do działania, odświeża umysł.

Twitter

RT @mrRyJek: I tyle... wow #yonder https://t.co/XbBhuuFXdo
RT @thibaultsimar: Re-textured an old scene, playing with lights. #voxel #magicavoxel https://t.co/PaPdE7ujk3