V1ntage #1: Antichamber

3… 2… 1… V1ntage! Mówią że wino im starsze tym lepsze. A indyki, te cyfrowe, zachowują swoją świeżość i wartości odżywcze dłużej niż hamburgery od pewnego klauna. By to udowodnić, uruchamiamy dział V1ntage przypominający produkcje, w których datę przydatności do spożycia spokojnie można oznaczyć symbolem nieskończoności. Na pierwszy ogień, może nie prosto z rusztu, ale jeszcze dość świeży Antichamber.

Antichamber jest grą inną, niż większość dostępnych na rynku, bo wiele rzeczy robi na przekór, tak więc i ja zacznę pozornie od końca: Polecam tę grę każdemu, kto szuka tytułów wymagających abstrakcyjnego myślenia, nietuzinkowych i oryginalnych.  Jeśli chcecie odkrywać tę produkcję z czystym umysłem, nie splamionym czyimiś refleksjami (Oh, jak bardzo radzę tak zrobić!), przestańcie czytać i ją kupcie. Serio, idźcie najpierw zagrać, później wróćcie do czytania.

Kupiliście? Nie? Chcecie czytać dalej? No dobra, to tym razem już po kolei.

Antichamber 4

Solving a problem may require approaching it from a different angle.

Antichamber ciężko zaklasyfikować do jednego gatunku. Trochę to platformówka, trochę gra logiczna (albo anty-logiczna), ma w sobie coś z FPS-a… no w końcu chodzimy w niej z czymś strzelającym klockami. Ogółem, poruszamy się po labiryncie korytarzy, które nie bardzo poznały się z ogólnymi zasadami fizyki (na ten przykład, nie zawsze coś na co spojrzymy z jednej strony, z drugiej będzie tym samym) i szukamy ostatecznego wyjścia z sytuacji. Początkowo jedynym pomocnym nam narzędziem jest nasza wyobraźnia. Gdy już udowodnimy, że potrafimy zmierzyć się z wyzwaniami jakie oferuje nam gra, zdobywamy Wyrzutnię Materii. Za jej pomocą będziemy rozwiązywać kolejne zagadki, wymagające od nas umiejętnego stawiania bądź manipulowania klockami. No pun intended. Z czasem natrafiamy na kolejne do niej ulepszenia, ale ich rolę pozwolę już Wam odkrywać osobiście.

Antichamber 1

A few steps backwards may keep you moving forwards.

Chaos poznawania gry pomaga nam okiełznać mapa, dostępna w pokoju początkowym, do którego w każdej chwili możemy uciec klawiszem escape (korzystałem z niego dość często). Tu też znajdziemy klawiszologię, ustawienia, licznik czasu i galerię. Jaką? Otóż po drodze natrafiamy na obrazki okraszone krótkimi morałami, które czasem dowcipnie, czasem filozoficznie próbują nas nauczyć czegoś nowego.  One też dźgają w nasz zmysł kolekcjonowania, gdyż złapanie ich wszystkich można uznać za kompletne przejście gry. Docenić je należy za perfekcyjne pogrywanie z graczem, gdyż często odkrywamy je właśnie wtedy, gdy daliśmy się złapać w jakąś pułapkę, bądź udało nam się przypadkiem rozwiązać zagadkę. Nie raz zdarzyło mi się pokiwać głową z nagłym zrozumieniem, lub parsknąć śmiechem gdy dostrzegłem swój błąd.

Antichamber 3

The world is always finding new ways to surprise us.

Gra to jednak coś więcej niż sam gameplay, a oprawa graficzna w Antichamber wymaga chociaż kilku słów. Daltoniści – uważajcie! Choć dominującą tu barwą jest biel, tytuł żongluje całą tęczą kolorów – to kolejny atut dzieła Alexandra Bruce’a. Jest ich dużo, są jaskrawe i dynamiczne, często są  elementem do rozwiązania kolejnej łamigłówki. Nie bójmy się tutaj powtórzyć oklepanego żartu… Tak mogłaby wyglądać gra, robiona pod wpływem LSD.  Może nie jest to styl, który spodoba się każdemu, ale bez niego, Antichamber nie byłoby aż tak ciekawe.

Antichamber 7

Signs may be helping you more than you realize.

Udźwiękowienie jest, ale w przeciwieństwie do grafiki, nie atakuje naszego umysłu. Na ogół delikatne, nierozpraszające, wpasowujące się klimatem. Momentami, tak jak wcześniej kolory, pomaga w rozwiązaniu zagadki. Mniej więcej tyle samo można powiedzieć o części fabularnej, tej bowiem per se tutaj nie ma. Nie spotkamy się w grze z narracją, a do samego końca nie wiemy nawet jaki jest nasz cel. Do przodu pcha nas sama ciekawość co kryje się za następnym zakrętem, albo jak rozwiązać kolejną zagadkę. A te do prostych nie należą. Wspominałem już, że Antichamber wymaga abstrakcyjnego myślenia? Często musimy wyjść poza granice logiki. Nie chcę tu też zbyt dużo podpowiedzieć, by nie zepsuć niespodzianek kryjących się w grze.

Antichamber 5

Every journey comes to an end.

Wracając do początkowych refleksji – polecam! Polecam doświadczyć, zmierzyć się z wyzwaniami jakie gra nam stawia, poczuć ją na własnej skórze. Antichamber nie jest tytułem, który zapewnia długi czas zabawy, a po pierwszym przejściu, wrócenie do niego już nigdy nie będzie aż tak ciekawe. Pomimo tego grę warto kupić, choćby dla tych kilku godzin zabawy w kotka i myszkę między twórcą a naszym umysłem.

*tytuły poszczególnych rozdziałów są cytatami zaczerpniętymi z gry

ZALETY:
5
WADY: