W cylindrze mi do twarzy, czyli Top Hat

Bolało. Wrzeszczałem. Rzucałem mięsem. Wielokrotnie uświadamiano mnie o mojej niższości. O tym, że jestem słaby. Że nie nadaję się do tego, a moje miejsce jest zupełnie gdzie indziej. Wstawałem jednak raz po raz, przemierzałem krótki dystans, lecz po chwili znowu mnie to dopadało. Nie poddałem się. Mimo iż stałem na z góry przegranej pozycji, to udało mi się zwyciężyć. Przeszedłem Top Hata. I wiecie co? Wspominać go będę bardzo dobrze i z pewnością nie raz jeszcze do niego wrócę.

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=PIGvvjhZLOA”]

W poszukiwaniu złotego cylindra

Top Hat – debiutancki projekt studia N94 Games, to platformówka inspirowana hitami z Pegasusa. Nie dziwi więc fakt, że fabuła nie ma jakiejkolwiek głębi. Jakiś tam złoczyńca kradnie nam złoty cylinder, a my, jako że sroce z pod ogona nie wypadliśmy, dzielnie ruszamy za złodziejaszkiem w podróż życia. Cóż, w sumie to chyba lepsze niż kolejne ratowanie księżniczki, czy świata, czy czegokolwiek innego, czyż nie? Cała historia przedstawiona jest z humorem. Może nie do końca on do mnie trafiał, ale parę razy udało się autorom wywołać na mej twarzy uśmiech.

Top Hat_2014_08_01_12_26_15_579

Witamy w piekle

Gra rozpoczyna się raczej niewinnie. Poziomy są krótkie, a śmierć nie jest zbyt częsta, choć oczywiście się zdarza (ale hej, przecież miało być trudno, racja?). Pierwszy boss też jest dość prosty. Nie dajcie się jednak zmylić. Pierwszy świat ma za zadanie jedynie uśpić naszą czujność. Dopiero potem zaczyna się zabawa. Niczego nieświadomych graczy zaskakuje wtedy śmierć, którą spotykamy praktycznie na każdym kroku, niekoniecznie tam, gdzie się jej spodziewamy. To zdecydowanie jedna z najtrudniejszych gier z jakimi miałem kiedykolwiek do czynienia. Nie raz rzucałem mięsem na lewo i prawo, wyładowując złość na moim biednym, sfatygowanym już dość mocno kontrolerze. Śmierć jednak to tylko nasza wina. Sterowanie jest precyzyjne, więc pretensję po kolejnym spadnięciu w przepaść/oberwaniu od przeciwnika możemy mieć tylko i wyłącznie do siebie. Albo do Game Makera („Czemu, do licha ciężkiego gra w tym miejscu spowolniła na chwilkę?! ARGH!!!!!)…

Top Hat_2014_08_02_15_07_05_653

W pogoni za tym przeklętym złodziejaszkiem przemierzymy siedem światów. Każdy z nich podzielony jest na 3 etapy, a po ich przejściu czeka nas walka z bossem. I choć czasami trzeba się z nim trochę pomęczyć (zanim w końcu udało mi się ubić ostatniego minęły jakieś 1,5-2 godziny!), to nagroda jaka nas czeka po bitwie, rekompensuje nam trud z nawiązką. Po pokonaniu każdego z bossów otrzymujemy nowy oręż, podobnie jak to miało miejsce w serii Megaman. W przeciwieństwie jednak do gier o niebieskim robocie nie dostajemy w łapki tego, czym boss próbował (wielokrotnie z powodzeniem) odebrać nam życie (nie licząc pierwszej dodatkowej broni). Gra daje nam w zamian pistolet strzelający platformami, zamrażające przeciwników i elementy otoczenia działo i wiele innych broni. Jeżeli ktoś z was uważa, że w dzisiejszych czasach gra bez wyrzutni rakiet nie zasługuje na wasz czas, to już uspokajam, że ją też tam znajdziecie. Wyrzutnia rakiet w platformówce… Kocham tę grę!

Top Hat_2014_08_01_16_16_09_673

Rzeczywistość pikselem rysowana

Choć mamy tu do czynienia z hołdem dla platformówek z NES-a, to gra ubrana jest w oprawę graficzną na poziomie konsol młodszych o jakieś 2 generacje. I bardzo dobrze! Wszystkie grafiki wyglądają naprawdę cudownie. Każdy poziom świetnie się prezentuje, a przy okazji ma swój własny, unikatowy klimat. Czego tu nie ma. Bieganie po okręcie, wydostawanie się z lochów i cała masa innych rzeczy. Znalazło się nawet miejsce na świat będący narkotyczną wizją głównego bohatera (swoją drogą chyba najtrudniejszy w całej grze)! Cudowna jest również ścieżka dźwiękowa, która idealnie pasuje do tego co panuje na ekranie. Jest żywa, dynamiczna. Czego chcieć więcej?

Top Hat_2014_08_03_16_04_00_619

Grunt to nie przedawkować

Gra idealnie nadaje się na krótkie posiedzenia (15-30 minut). W tym czasie uda nam się przejść jakiś poziom, poginiemy trochę, ale poziom frustracji spowodowany kolejnymi zgonami nie osiąga przerażających rozmiarów. Przy dłuższych kontaktach z produkcją zdarza się, że robimy się cali czerwoni, a gdy z naszych ust akurat nie wydobywa się piana, zaczynamy przemawiać płynną łaciną…

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=9e_Imp4mPm4″]

Czy warto? Zdecydowanie tak. Gra to świetny wyciskacz… krwi, potu i łez. Może nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale gdy już się zacznie cierpieć przez tę grę, to ciężko się oderwać choć na chwilę. Z niecierpliwością czekam na kolejne projekty autorów.

ZALETY:
5
WADY: