W pidżamie przez świat – recenzja gry Dream

„Dream” to kolejna gra, o istnieniu której nie miałem pojęcia aż do momentu otrzymania klucza. Czasami wychodzi mi to na dobre, ale czasami niestety nie, i tak właśnie było tym razem, nie byłem bowiem przygotowany na tak bardzo specyficzną grę. Cokolwiek by o niej nie powiedzieć, nie można jednak nazwać tej produkcji „przeciętną”. Dlaczego tak jest? Tego dowiecie się w dalszej części recenzji.

Zacząć należy od krótkiego wyjaśnienia, czym właściwie jest „Dream”. Otóż według twórców jest to tytuł nastawiony przede wszystkim na eksplorację, do tego okraszony piękną narracją oraz nietuzinkową fabułą. Te hasła weryfikuje jednak życie i okazuje się, że „Dream” to bardzo trudna produkcja. Rzecz jasna łączy ona w sobie swobodne przemierzanie poziomów, jednak tę podróż skomplikują ultratrudne zagadki.

Dream04

Skusiłem się na „Dream” przede wszystkim ze względu na ponętnie wyglądającą grafikę, której silnik rozpoznać można już na pierwszym lepszym screenie – jest to Unreal Engine. I owszem, grafika zachwyca, ale przecież nie tylko to się liczy. Wszystko więc wydawało się być idealne aż do momentu, kiedy przyszło mi zmierzyć się z zadaniami, które otrzymujemy podczas rozgrywki. Na czym polegać będzie rola gracza? Wciela się on w postać Bena Howarda – młodego mężczyzny z problemami rodzinnymi i zawodowymi. Nasz bohater do tego stopnia popada w stany depresyjne, czy jakkolwiek inaczej to nazwać, tak bardzo panicznie boi się konsekwencji dokonanych w życiu wyborów, że śnią mu się one w nocy. Dzięki temu my – gracze – możemy pokierować Benem w jego chorych nocnych majakach, rozwiązując przeróżne zagadki jego umysłu. Oprócz wątku fabularnego, który prawdopodobnie ratuje tę grę, na uwagę zasługują fragmenty sennika porozrzucane po różnych poziomach. To fascynujące, jak wielu faktów dotyczących znaczenia projekcji sennych dowiedziałem się właśnie z „Dream”. Nie będę zdradzał szczegółów, bo gdybyście je poznali, chyba kompletnie nie mielibyście po co w tę produkcję grać (o ile nie lubicie trudnych zagadek).

Czas na kilka słów o rozgrywce, która daje użytkownikowi sporą swobodę działania. Nie mam tu na myśli samodzielnego budowania świata otaczającego Bena, ale wybieranie „misji” oraz przechodzenie gry w dowolny sposób. Oczywiście początkowo musimy podążać według jednej ścieżki, lecz później rozdziela się ona na kilka innych i tylko od nas zależy, którą wybierzemy. Ciekawą rzeczą jest zakończenie gry, a raczej jej zakończenia. Są  bowiem aż trzy, ale nie będę wgłębiał się w różnice między nimi, aby nie psuć zabawy. Do kolejnych wartych uwagi rzeczy można zaliczyć rodzaje snów: dobre i koszmarne. Ben nie raz przemierzać będzie przepiękne lokacje (pustynia czy ośnieżone góry), ale nie zabraknie też miejsc rodem z najstraszniejszych horrorów. Kilka razy zdarzyło mi się aż podskoczyć z wrażenia!

Dream08

W trakcie eksploracji znajdziemy kilka całkiem przydatnych przedmiotów, które mogą nam pomóc przedostać się przez niezliczone labirynty snów oraz bezkresne połacie terenów. Ja osobiście nie znalazłem ich zbyt wiele, lecz z pewnością mogę wam polecić kompas, który jest niemal niezastąpiony przy nawigacji w tej grze. Oprócz tego całkiem niezłym rozwiązaniem wychodzenia ze snu jest budzik. Ben może wyciągnąć go w każdej chwili i włączyć alarm, dzięki czemu budzi się w świecie rzeczywistym, robiąc sobie przerwę na przykład od wspomnianych  wcześniej koszmarów.

Czas więc na najgorsze – multum denerwujących zagadek. Gra jest nimi naszpikowana, nie da się przejść z jednego aktu do drugiego nie rozwiązując ich. To oczywiste, ale, na litość boską, czemu są one niekiedy tak trudne? Na samym początku dostajemy dość proste zadanie – Ben musi biegać w labiryncie podziemnych korytarzy, gasząc w ten sposób światła. Jedyne, co nam może przeszkodzić, to trujący gaz, który jakimś cudem zachowuje się bardziej jak istota myśląca. Gdyby każde zadanie było tak klasycznie łatwe i jednocześnie mało irytujące, nie miałbym zarzutów. Trochę trzeba się zmęczyć, trochę pogłówkować, jak dotrzeć do danej części labiryntu, ale nic poza tym. Później jednak robi się coraz gorzej, co odczuć można już w pierwszym koszmarze Bena. O tym jednak mówić nie będę, bo gra straciłaby cały swój pazur. Jeśli nie wiecie co zrobić, aby przejść dany poziom macie naprawdę niewiele możliwości, a jedną z nich jest odnalezienie odpowiedniego poradnika na Steam. Szkoda, że nie ma ich znowu tak dużo.

dreamo6

Być może przez mój brak cierpliwości do wspomnianych zagadek, relaksujący (przynajmniej według założenia twórców) soundtrack stał się dla mnie denerwującą melodyjką, która zamiast pomagać, doprowadzała do skrajnej irytacji. Znacie to uczucie? Lekkie zdenerwowanie, gdy nie możecie wpaść na pomysł co zrobić, a w tle leci jakiś monotonny utwór. Ciężko mi jest komplementować starania autorów, ale należy tu wspomnieć o tym, że muzyka została skomponowana specjalnie do tej produkcji przez Normana Legiesa (autora między innymi muzyki do gry „Lethis Path of Progress”).

Każda gra ma swoje plusy i minusy. Przy niektórych produkcjach te dobre strony przeważają nad złymi, w niektórych równoważą się, a w jeszcze innych, takich jak „Dream”, denerwujące, nieudane elementy przekładają się na poziom gry i satysfakcję gracza. Nie można jednak tego tytułu odrzucać bez uprzedniego spróbowania; a nuż okaże się, że świetnie bawimy się przy kolejnej zagadce, zamiast popadać w niepotrzebną frustrację? Warto spojrzeć na produkcję studia Hypersloth obiektywnie i zachwycić powalającą grafiką, a także dać wciągnąć w fabułę, której ciekawe rozwinięcia potrafią zainteresować.