W przededniu podsumowań 2k13

Jak co roku Spike.tv organizuje Video Games Awards. Wersja 2k13 nadciąga z dosyć dla mnie niezrozumiałą zmianą skrótu imprezy z VGA na VGX, reszta formatu jednak pozostaje nietknięta. Co zatem dostaniemy?

Oczywiście widowiskową galę, którą najpewniej uświetnią jacyś celebryci – w zeszłym roku był to Samuel L. Jackson – mnóstwo przygotowanych na tę okazję trailerów nadchodzących produkcji oraz zapewne parę kiepskich dowcipów. Ot standard, można by rzec wręcz – nic przesadnie ciekawego. Skupmy się więc na okresie poprzedzającym imprezę, interesujące są bowiem trendy jakie wychodzą na światło dzienne przy okazji samych nominacji.

BioShockInfinite_HERO_RGB

Poza kiepską wydawałoby się kondycja PeCetów, z pięciu nominowanych gier w kategorii Najlepsza gra roku 2013 jedynie dwie ukazały się na blaszaki – Bioshock Infinite oraz Tomb Raider, zaskakuje żenująco słaba konkurencja w przeżywającym renesans gatunku mordoklepek (bijatyk). Divekick?! Naprawdę… No dobra, nie czepiam się więcej. Meritum tego felietonu ma bowiem skupić się na zupełnie innym temacie.

Porównajmy nominacje z dwóch kategorii:

Najlepsza gra niezależna: Gone Home, Kentucky Route Zero, Papers, Please, The Stanley Parable.

Najlepsza gra na PC: Battlefield 4, Gone Home, Papers, Please, The Stanley Parable.

Z tego zestawienia wynikałoby, że PeCet jest mekką gier niezależnych! Cieszy brak nominacji hype’owanych gier pokroju StarCraft 2: Heart of the Swarm, czy Metro: Last Light. Zaskakująco indyki są górą. Na pewno ogromny wpływ na to mają serwisy takie jak Steam, GoG, czy niedawno powstały Humble Store, które starają się mocno wspierać małych developerów, ale czy to jednocześnie oznacza, że konsole są na nie nieczułe? Jak pokazały tegoroczne targi E3 czy Gamescom oczywiście tak nie jest. Walka Microsoftu z Sony oraz Nintendo nad tytułem „najbardziej przyjaznego next genowego sprzętu dla indie devów” była bardzo zażarta i zasadniczo nie wyłoniła zwycięzcy (co akurat naprawdę dobrze rokuje na przyszłość). Na Playstation Store pojawiła się oddzielna podkategoria Indie Games, która systematycznie zapełnia się nowymi produktami. Xbox Live Arcade też nie świeci pustkami. Co zatem stanowi o dominacji Blaszaków nad konsolami w kategorii gier niezależnych?

journey-game-screenshot-7-b

Konsole zawsze były dla mnie sprzętem, gdzie zarzucasz płytkę do czytnika, rozsiadasz się z kumplami na kanapie i od razu przystępujesz do relaksującej gry. Choć ten status niejako zachwiały wszędobylskie i uporczywe łatki, to jest on wciąż aktualny (przynajmniej dostajemy czas żeby skoczyć do kuchni po chipsy i drinka). Gry z serii Call of Duty, Assassins Creed, Pro Evolution Soccer, czy Tekken nadal wiodą prym na telewizorach. Dlaczego tak niewielu konsolowców chętnie sięga po doceniane przez krytyków Flower, czy Journey? Nie zrozumcie mnie źle, zdaję sobie sprawę że sprzedaż obu tytułów była zadowalająca i wiele osób położyło na nich łapki choćby z samej ciekawości, ale nic nie wskazuje na to, by to właśnie gry niezależne miały stać się oczkiem w głowie nadchodzących next genów. Czy ruch Konsolowej Trójcy w stronę bardziej wymagającego wykształconego ciekawego gracza, poszukującego czegoś więcej niż tylko wciskanie prawego triggera do porzygu, jest naprawdę rozsądnym posunięciem? Moim zdaniem niekoniecznie. Na pewno cieszy różnorodność i możliwość wyboru, ale i tak gros braci konsolowej chętniej odpali nowego Killzone’a niż Contrast.

3

PC to sprzęt do pracy, kontaktu ze światem i okazjonalnie do gry. Nie ma aż tak wielkiej nagonki marketingowej jaką można dostrzec w światku konsolowym. Gracze chętniej sięgają po nieznane, małe i tańsze (!) produkcje, ma to być bowiem chwila relaksu przed kolejnym zagłębianiem się w niezmierzone głębie absurdu tablic z Facebooka. Taka koniunktura plus łatwość programowania i brak potrzeby wykupywania drogich licencji stwarza idealne środowisko do eksperymentowania z formatem. PeCety nie czują pogoni za kasą, a sami twórcy częściej tworzą z myślą o wyrażeniu własnych uczuć i artystycznych potrzeb niż marzeniem o wybudowaniu sobie złotego basenu przed domem (a właściwie to wybudowaniem go szefowi).

g_-_-x-_-_-_48507x20131014114305_0

W dniu startu nowej generacji konsol śmiem twierdzić, że gry niezależne nie wyjdą ze swej niszy. Nowa Forza, Uncharted czy Halo skutecznie zdławią zachwyty nad kolejnymi genialnymi produkcjami indie, a cały ten raban tworzony przez ostatnie pół roku w mediach gamingowych to jedynie zagrywka pod prasę, która niestety nie będzie mieć przełożenia na rozwój rynku.

Bardzo chciałbym się mylić co do tego osądu i odszczekać swoje słowa, ale póki co wielka rewolucja gier niezależnych odbywa się w zaciszach biurek, a nie salonów.

Rafał „Neptuned” Basaj

Autor: Rafał Basaj

Newsman, felietonista i recenzent w jednej osobie, na domiar złego jeszcze do tego radiowiec. Fan grafiki 2D i cel-shadingu. Fanboy Legend of Zelda i konsoli Nintendo DS. Zawsze chętny na sparringi w bijatyki i rozmowy o scenie e-sportowej. W 1ndie World od wakacji 2013.

1ndieWorld

Uniwersum indie games nie jest już rajem dla geeków, fantazją nerdów, undergroundowym dziwactwem…

Gry niezależne kształtują mainstream, narzucają trendy, zmieniają świat.

Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszym użytkownikom odkryć magię indie. Pierwszy w Polsce serwis, poświęcony wyłącznie produkcjom niezależnym – 1ndie World – jest jedyny w swoim rodzaju, stawia na uczestnictwo, pobudza do działania, odświeża umysł.

Twitter

RT @mrRyJek: I tyle... wow #yonder https://t.co/XbBhuuFXdo
RT @thibaultsimar: Re-textured an old scene, playing with lights. #voxel #magicavoxel https://t.co/PaPdE7ujk3