Wielki Halloweenowy Przegląd Indyków cz. 1

Co roku na przełomie października i listopada świat ogarnia masowa histeria przejawiająca się tęsknotą i głębokim pragnieniem bycia przerażonym. Fachowy termin, niezależnie od strefy geograficznej, brzmi: Halloween. Jako, że ludźmi rządzą media, to w ich stronę kierowany jest złakniony strachu wzrok. Jedni lubią czytać książki przy słabym świetle świecy w opuszczonym zamczysku, innym starczają filmy w porzuconej sali projekcyjnej o zniszczonych fotelach. Reszta, pomna możliwości technologii gwarantującej doświadczenia na poziomie spotkań trzeciego stopnia, ciśnie się pod biurkiem z laptopem grając w straszne gry.

Indyki nie gęsi i też swoje horrory mają. Dodatkowo nie raz, jak to już drzewiej bywało, dzięki kompletnej swobodzie twórczej i wielkiemu zapałowi przyłożonemu do minimalnych środków i innych ograniczeń trapiących codzienne życie niezależnego developera, powstaje coś, nomen omen, strasznie dobrego. Uważajcie Ci, którzy tu wchodzicie, albowiem przekraczając akapity niniejszego przeglądu dane Wam będzie zobaczyć wiele dziwów oraz doznać emocji o jakich nie mieliście pojęcia. Tu strach miesza się z obrzydzeniem, adrenalina łączy ze śmiechem, zachwyt spaja z zaskoczeniem, a wszystko bulgocze w jednym kotle i dziw, że jeszcze nie wybuchło. Zostaliście ostrzeżeni. Zapraszamy na…

WIELKI HALLOWEENOWY PRZEGLĄD INDYKÓW

SALA PIERWSZA: ZOMBIE

Dead Horde
Dead Horde

Na początku towar najbardziej nośny, który najlepiej bawi tłumy. No, może z tym najlepiej to gruba przesada, ale nic tak nie buduje zainteresowania jak gnijące ciała w hurtowej ilości. Zwłaszcza, jeśli wciąż są na chodzie i klakson, tfu, jęki ciągle działają. Indyk z zombiakami to towar popularny i sala jest wyjątkowo tłoczna od eksponatów. Chociaż, jak to w życiu bywa, niektóre tytuły tak mocno przesiąkły zombie zarazą, że efekt jest już tylko bezmózgi i odpychający.

all zombies must die
all zombies must die

Żywe trupy najmilej się eksterminuje, a eksterminację najlepiej uskuteczniać patrząc na nią z rzutu izometrycznego. Takich gier jest w każdym razie najwięcej, bo mamy i podwójnie paskudne Dead Horde i słodko cukierkowe All Zombies Must Die. Jest też Dead Sky, który łączy izometryczną rozwałkę z wariacją na temat tower defense zmuszając nas nie tylko do dbania o własną skórę, ale również o broniony domek. Zasieki i pułapki, by obronić swą małą twierdzę przed hordą nieumarłych, stawiamy również w dwuwymiarowej Deadly 30, w której każda kolejna noc to większa fala wrogów. Byłoby ciężko gdyby nie sprzymierzeńcy, których możemy spotkać za dnia i namówić do wspólnej obrony.

Dead Sky
Dead Sky
Deadly 30
Deadly 30
Trapped Dead
Trapped Dead

Na grupowe rozwiązywanie problemów nastawione są również mniej lub bardziej taktyczne produkcje takie jak Trapped Dead czy Survivor Squad, w których pogrom ożywieńców siejemy sterując kilkoma ocalałymi na raz. Oczywiście w czasie rzeczywistym, żeby zmaksymalizować produkcję adrenaliny. Milej jednak, gdy każdy z ekipy zarządza samym sobą. Tak jest w Ravaged: Zombie Apocalypse, gdzie w maksymalnie pięcioosobowej drużynie, opędzając się od bardzo żwawych umarlaków, trzeba zebrać porozrzucane po mapie części maszyny stanowiącej jedyny środek transportu, a tym samym ucieczki. W kwestii zombie apokalipsy najczęściej nie działa jednak prawo, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. W stylistycznie podobnym do Minecrafta Unturned możemy bawić się zarówno solo jak i po sieci, w tym drugim wypadku jednak zamiast pomocnej dłoni zobaczymy wymierzoną w nas lufę.

Survivor Squad
Survivor Squad
Ravaged: Zombie Apocalypse
Ravaged: Zombie Apocalypse
Unturned
Unturned

Na szczęście nie każda gra skazuje nas na przeżywanie zombie apokalipsy do spółki z innymi ludźmi. Przez większość czasu całkiem sam na sam z trupami będziemy w Deadlight – wariacji na temat klasycznego Prince of Persia. Podobnie jest z Dead Pixels, w którym samotność wśród nieumarłych przeżyje tylko ten, kto idzie zawsze w prawo i nie daje odpocząć spustowi.

Deadlight
Deadlight
Dead Pixels
Dead Pixels

Chociaż w wielu z powyższych gier mamy możliwość usiąść za sterami samochodów, grą która robi z rozsmarowywania trupów błotnikiem po jezdni główny punkt programu jest Zombie Driver polaków z EXOR Studios. Mieszanka firmowa to w tym wypadku widok z góry niczym w pierwszym GTA, masa ulepszeń i broni oraz misje transportowo-wyzwoleńcze, by jakoś ten armagedon usprawiedliwić. Prawdziwa wisienka na tym niemałym torcie.

Zombie Driver
Zombie Driver

Kliknij tu, by przeczytać część 2, a w niej DUCHY i KREW!

Maciek Ejsymont