Komiksowe podróże z giwerą w łapach – wrażenia z wczesnej wersji Badass Hero

Ale ten czas leci! Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy prawie rok temu, będąc na krakowskich targach Digital Dragons, pierwszy i ostatni raz grałem w grę, którą chcę wam dzisiaj przedstawić. Bawiłem się świetnie, więc ze smutkiem przyjąłem wtedy do wiadomości, że premiera nie nastąpi prędko. Na dzień dzisiejszy sytuacja ta się nie zmieniła, wszak wersja 1.0 nie jest jeszcze gotowa, lecz nasi rodacy z Awesome Games Studio dali graczom możliwość sprawdzenia nieukończonej wersji swojego dzieła w ramach usługi Steam Early Access. Mimo iż nie jestem zwolennikiem ogrywania gier we wczesnym dostępie, nie byłem wstanie się powstrzymać przed położeniem na niej swoich łapek. Och Złozadny Herosie, jakże za tobą tęskniłem!

Nasz protagonista jest komiksowym bohaterem. I to nie byle jakim! To człowiek-legenda, nie raz broniący ludzkość przed złem wszelakim. Niestety, w wyniku chaosu w obrazkowym świecie, utracił wszystkie dotychczas posiadane moce, a jego wcześniejsze dokonania zniknęły z kart historii. W tym momencie kontrolę nad nim przejmuje gracz, którego zadaniem jest zrobić z niego po raz kolejny postrach złoczyńców powtarzając jego najsłynniejsze batalie. Opowieść to prosta jak konstrukcja cepa, ale fajnie współgra z lekką stylistyką całości.

Badass Hero to połączenie platformówkowej strzelanki z roguelikiem, przy czym największy nacisk został położony na ładowanie ołowiu w czerepy oponentów. Niby trochę skakania się tu znalazło, ale jeśli nie jesteś w stanie szybko ubić wrogiej fauny i flory, to jesteś ugotowany na miękko. W związku z powyższym niezmiernie cieszy to, że celowanie jest tu niezwykle precyzyjne – możemy strzelać w każdym kierunku, celując myszką/prawą gałką analogową. By móc zrobić totalną rzeźnię, twórcy oddali nam do dyspozycji kilka rodzajów broni. W nasze ręce trafiają różnorakie karabiny, strzelby, wyrzutnie rakiet itd. Każda pukawka z inną szybkostrzelnością, pojemnością magazynka i zadawanymi obrażeniami, a czasem z dodatkowymi możliwościami, jak podpalanie przeciwników, czy też ich zamrażanie. Oprócz tego we wrogów możemy rzucać przeróżnymi granatami albo użyć jednej z supermocy, znacznie ułatwiających przez krótki czas uporanie się z pragnącym naszej śmierci tałatajstwem. Rozgrywkę zawsze rozpoczynamy wyposażeni w to samo uzbrojenie, ale podczas naszych eskapad często napotykać będziemy nowe zabawki.

Zbierać będziemy też elementy pancerza, które nie tylko bronią przed skierowanymi w nas atakami, ale też świetnie się prezentują. Nie jest to też jedyny sposób na zmianę wizerunku protagonisty, bo jeśli tylko zechcemy, możemy pomajstrować przy jego kolorze skóry i owłosieniu, a w przyszłości będzie się też dało zagrać kobietą. No i możemy oczywiście założyć okulary, by wzbudzać jeszcze większy podziw. Bardziej niż grzebanie przy aparycji bohatera, uwagę przyciąga jednak modyfikowanie jego zdolności. Więcej punktów zdrowia? Leczące kule wypadające z wrogów? Szybsze przeładowania? Mówisz – masz! Za rozwój płacimy punktami umiejętności, otrzymywanymi z każdym kolejnym poziomem doświadczenia. Do awansu z kolei potrzebne jest zebranie odpowiedniej ilości wypadającego z przeciwników tuszu, pełniącego również rolę waluty w sklepach.

Zdobywanie cennego surowca nie należy jednak do najłatwiejszych zajęć, bo przeciwnicy ze sporą skutecznością robią wszystko, żeby przed śmiercią ściąć protagoniście słuszną liczbę punktów zdrowia. Warto zaznaczyć, że cechuje ich spora różnorodność. Kilka rodzajów strzelców, przeciwnicy atakujący w zwarciu, adwersarze pojawiający się dopiero wtedy, gdy wejdziemy w miejsce, w którym się kryją. Atakują zawsze w większych grupach, więc wystarczy chwila nieuwagi i wąchamy kwiatki od spodu. Jeszcze trudniejsze i dające więcej satysfakcji są potyczki z bossami. Są świetnie zaprojektowani, a że proceduralne generowanie nie ominęło również starć z nimi, zwykle, nawet jeśli trafimy na oponenta, z którym wcześniej się mierzyliśmy, walka z nim różni się ze względu na inny układ poziomu i obecność dodatkowych przeszkadzaczy.

Twórcy umieścili akcję swojej gry na kartach komiksu w sposób całkiem dosłowny – każdy odwiedzony fragment poziomu odzwierciedla jedno obrazkowe okienko. Naszą misją jest dotarcie do następnej strony, by po przebyciu kilku kartek stawić czoła jednemu z końcowych bossów (tak, to kogo spotkamy na finiszu również nie jest możliwe do przewidzenia). Układ plansz na poszczególnych kartkach jest całkowicie losowy, więc i ścieżka prowadząca do celu jest za każdym razem inna. W następnym fragmencie poziomu może znajdować się sklep, ślepy zaułek, trudny do pokonania miniboss albo jeszcze coś innego. Nie wiadomo, dopóki się tam nie wejdzie, co bardzo urozmaica rozgrywkę. Wywołuje też, rzecz jasna, nerwicę, gdy biegnąc z kryzysową porcją punktów zdrowia, okazuje się, że obrana przez nas trasa prowadzi donikąd. Dodam w tym miejscu, że śmierć jest permanentna, a jedyne co z nami po niej pozostaje to poziom doświadczenia i wyuczone umiejętności.

Każdy z dostępnych światów jest nowym zeszytem z zupełnie odmienną historią. Pozwoliło to upchnąć do gry kilka kochanych przez graczy motywów, bez potrzeby martwienia się o to, czy do siebie pasują. Graliście kiedyś w grę, w której prowadzimy walkę z dziką zwierzyną i rozłupujemy czerepy indiańskim bóstwom w amazońskiej dżungli, a chwilę potem przemierzamy umieszczoną gdzieś w hitlerowskich Niemczech tajną placówkę badawczą, strzelając do nazistów w plecakach odrzutowych? Nie? To teraz już możecie! Póki co są dostępne dwie wspomniane przed chwilą przygody (przy czym tej drugiej brakuje końcowych bossów), a trzecia o enigmatycznym tytule „Ziemia: Decydujące Starcie” ma do nas trafić w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Granie we wczesną wersję gry wiązać się musi z napotykaniem tu i ówdzie błędów. Nie ustrzegł się tego i Badass Hero, choć problemy z którymi się borykałem były raczej sporadyczne. Ot, kilka źle wykrytych kolizji i kilkukrotne unieruchomienie gry w wyniku otworzenia się dwóch menusów jednocześnie. Zdecydowanie gorzej było gdy w wyniku błędu po ukończeniu pierwszego zeszytu i zginięciu w następnym, drugi pozostał zablokowany (a może tak ma być? Ciężko to jednoznacznie stwierdzić). Korzystając z moich nielichych hakerskich zdolności udało mi się jednak znaleźć sposób na uruchomienie zablokowanego epizodu: korzystając z myszy należy wybrać niedostępny dla nas świat, a następnie wcisnąć przycisk „WSTECZ”. Voila! Placówka pełna nazistów stoi przed tobą otworem! Nie, na klawiaturze i padzie nie da się tego wykonać. Nie pytajcie jak to działa, mój mózg nadal skwierczy na samą myśl o tym odkryciu.

Najsłabszym elementem gry jest chyba kompletnie nijaka muzyka. Kilka nie wpadających w ucho kawałków na licencji Creative Commons szybko stało się kompletnie niezauważalnym tłem. Nie jestem w stanie przywołać z pamięci żadnej melodii. Zupełnie inaczej prezentuje się na szczęście oprawa graficzna. Ta jest bombowa! Charakterystyczna kreska, znana już z poprzedniej platformówki studia (Oozi: Earth Adventure) i mnogość żywych kolorów przyciągają wzrok i sprawiają, że całość wygląda doprawdy doskonale!

Badass Hero to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu, zwłaszcza w krótkich, lecz niezwykle intensywnych sesjach, w czasie których gra zdąży was wpakować do paszczy, przeżuć i wypluć z niesmakiem. A wy i tak do niej wrócicie, bo gra się w nią bajecznie! Pozostaje tylko czekać aż twórcy dodadzą resztę zawartości. Możemy jednak wyglądać premiery ze spokojem – ciężko będzie zepsuć coś tak dobrego!

ZALETY:
5
WADY: