Wspinaczka na mityczną wieżę, ratunek uwięzionej nocy i szczypta filozoficznej zadumy nad życiem – czyli recenzja Toren

Dawno, dawno temu, żyła sobie dziewczynka o imieniu Moonchild. Jej zadaniem było przywrócenie światu nocy i zabicie złego smoka, który ją zatrzymał. Aby tego dokonać, dziewczynka musiała wspiąć się na tajemniczą wieżę Toren. Okazało się jednak, że to zadanie graniczące z cudem – ile bowiem razy by nie próbowała, zawsze przegrywała, zaczynając całą wędrówkę od początku, i to… dosłownie. Mozolna wspinaczka staje się więc tutaj dosłowną metaforą cyklu życia, gdzie nasze raczkujące Księżycowe Dziecko „stwarza się” na nowo, by podjąć kolejną próbę wejścia na szczyt i przechodząc przy tym inne fazy dojrzewania – aż do pełnej dorosłości.

Drogie Panie, drodzy Panowie, przedstawiam Wam Torena – baśniowy tytuł, w którym aż roi się od rozmaitych nawiązań do legend, filozofii, kultury, czy religii.

Toren. - początek

Główną bohaterką jest, jak już wspomniałam, Księżycowe Dziecko. Z punktu widzenia gameplayu gra prezentuje się ciekawie – pozwala nam bowiem przejść przez kolejne etapy jej nowej reinkarnacji, począwszy od malutkiego dziecka, a skończywszy na dorosłej przedstawicielce płci pięknej. Przy tym wszystkim, tytuł naprawdę ma swój klimat. Rozważania na temat życia i śmierci, a także rozmaitych, prostych czy też filozoficznych prawd w życiu człowieka, czekają na nas na każdym kroku. Zawsze, kiedy zdarzy nam się umrzeć, kojący głos narratora wprowadza nas w rozgrywkę kolejną zgrabną metaforą. Nic nie jest tu bowiem jednoznaczne – łącznie z fabułą, którą również można interpretować na wielu poziomach.

Toren. - dorastanie

Wspinanie się na ową mityczną wieżę nie jest tu jednak naszym jedynym zadaniem – księżycowa dziewczynka może bowiem przenosić się też do świata snów, w którym przyjdzie jej, a tym samym graczowi, rozwiązać kilka stosunkowo prostych zagadek logicznych. Mnie osobiście wielką przyjemność sprawił choćby jeden ze snów, w którym wskoczyłam do sadzawki/niewielkiego basenu pośrodku pustyni, i znalazłam się w podwodnym świecie. Jedynym moim zadaniem tam było proste przeskakiwanie z jednej platformy na drugą, przypominające powolne spadanie/zanurzenie – dość relaksacyjne uczucie.

Motywowanie nas do nieustannej filozoficznej refleksji to jednak nie wszystko, co Toren kryje w zanadrzu – przejdźmy więc do omówienia rozgrywki.

Toren. - sen

Tytuł ten jest grą, która, jak już wspominałam, posiada w sobie pewien urok i świetny klimat, jednak z aspektami technicznymi bywa różnie. Zdarza się nam bowiem napotkać niezbyt miłe bugi. Od czasu do czasu ów niezaprzeczalny czar naszej Moonchild przesłonić może okazjonalny problem ze sterowaniem (twórcy zalecają granie na padzie – mnie osobiście nie robiło to jednak wielkiej różnicy, chociaż testowałam oba style), czy też problemy z kamerą, lub „spadanie” z wieży w najmniej odpowiednich momentach. Można to jednak usprawiedliwić faktem, że tytuł ten to debiut studia Swordtales. Jeśli weźmie się to pod uwagę, można łatwo zgadnąć, ze twórcy trochę przecenili swoje możliwości (i moce przerobowe), przez co nie zdążyli dopracować produkcji. A szkoda, ponieważ biorąc pod uwagę ogrom pracy w nią włożonej, mogłaby stać się hitem – a teraz jest „tylko” niezła.

Na sam koniec wspomnę również o zapadającej w pamięć, urokliwej ścieżce dźwiękowej, która jest naprawdę przyjemna – w przeciwieństwie do poziomu graficznego, który bywa nierówny. Na tym polu również ewidentnie zabrakło nieco czasu na szlify, chociaż w dużej mierze gra prezentuje się całkiem ładnie, jeśli więc ktoś nie jest graficznym purystą, nie powinien odczuć tego bardzo dotkliwie.

Posumowując, Toren jest grą artystyczną, niosącą pewne przesłanie, ze świetnym klimatem. Nie jest jednak grą idealną i posiada swoje „słabości”, które mogłyby zostać wyeliminowane przy dłuższym czasie produkcji. Swoim urokiem osobistym może jednak spokojnie nadrobić przynajmniej część niedociągnięć, jakie gracz będzie zmuszony znieść, by w ostatecznym rozrachunku stwierdzić, że było warto.

ZALETY:
5
WADY: