Wywiad z organizatorem ZTG

Wczoraj mieliście szansę przeczytać wywiad z Dariuszem Wawrzyniakiem – organizatorem PGA. Dzisiejszy wieczór natomiast poświęcony będzie mojej rozmowie z Tomaszem Kaczmarkiem, który odpowiedzialny jest za imprezę towarzyszącą poznańskim targom – ZTG. Chcecie dowiedzieć się, dlaczego niektóre osoby mogą zazdrościć głównemu bohaterowi rozmowy? Sprawdźcie poniżej.

Zjazd Twórców Gier 2013
Zjazd Twórców Gier 2013

Jakub Wójcik: 1. W październiku czeka nas już VI edycja Zjazdu Twórców Gier. Powiedz mi proszę skąd wziął się pomysł na tego typu inicjatywę.

Tomasz Kaczmarek: Pomysł zrodził się podczas jednej z rozmów z członkiem społeczności twórców (Omenskim) na GG w 2007 roku. Zamysł był prosty:, skoro znamy się po kilka lat z sieci i traktujemy siebie poważnie, dlaczego się nie poznać osobiście i zbudować jakiejś relacji personalnej?

Idea przerodziła się pierwotnie w kilka spotkań u mnie w Kaliszu, rok później w pierwszy zjazd zorganizowany przez oldboy’a i Broo (którzy odstąpił organizację imprezy mnie) –, wtedy jeszcze nazwanym Pierwszym Spotkaniem PSK (Polskiej Sceny Klikowej).

Oryginalnie miało to być większe spotkanie, bez prelekcji, głównie klikowców, ale trafiły się dwie osoby nietematyczne. Co więcej to ja zaproponowałem uczestnikom zaprezentowanie swoich projektów w postaci wykładów i niejako na złość mnie odbył się game jam w Constructcie i The Games Factory, a od kolejnego roku podjęliśmy organizację pod nazwą (II) Zjazdu Twórców Gier, kontynuując tradycję otwartości i tolerancji zapoczątkowaną na pierwszej edycji.

Z czasem, poprzez liczne komentarze uczestników, wnioski z popełnionych błędów, poprawki w formule i stały rozwój inicjatywa z siłą 13 chłopa przerodziła się w największą konferencję w kraju z liczbą uczestników przewyższających łącznie 2000 w zeszłym roku.

2. Czy sama impreza finansowana jest przez sponsorów, czy kwestie finansowe związane są z organizatorami?

Od zawsze byliśmy niezależną inicjatywą wspieraną przez fundusze własne (organizatorów), wpisowe i dobre negocjacje. Sponsorzy zawsze są mile widziani, jednak niezależność ma swoją cenę – otwartość to dla wielu brak konkretnej grupy docelowej, co więcej brak wsparcia od konkretnej instytucji również nie wygląda zbyt dobrze na papierze.

Ale to właśnie, to umożliwiło nam bycie przy ludziach i przenoszenie konferencji, by każdy miał równe szansę na uczestnictwo i koszt nie były przeszkodą – 2008 Kraków, 2009 Warszawa, 2010 Gdańsk, 2011 Łódź, 2012 Poznań i w tym roku po raz kolejny Poznań.

3. Z tego, co się orientuję, w tym roku na PGA ma być wydzielona specjalna strefa twórców niezależnych. Czy w takim przypadku ZTG nie będzie kolidowała z taką strefą?

Naszym celem bynajmniej nie jest konkurencja, lecz współpraca i także w ramach strefy taką współpracę prowadzimy, ale szczegółów nie mogę podać na dzień dzisiejszy. Zobaczymy jak to w praktyce będzie wyglądać, a w założeniu teoretycznym pozwolę wymigać się od odpowiedzi cytując Dariusza Wawrzyniaka:

„Licząc działania ZTG i Strefy Indie, to podstawowa różnica:

ZTG – panele, debaty pełne dwa dni dłuższej merytoryki, w salach konferencyjnych

Strefa Indie – Strefa stoisk działających całe targi, ze stałą możliwością kontaktu i rozmowy, prezentacje przy tej strefie 5-10min na tytuł, które mają na celu zainteresowanie szerokiej publiczności, inwestorów i dziennikarzy oraz kontynuację rozmów już na stoisku.”

4. Samo ZTG ma charakter bardziej akademicki, natomiast PGA to przede wszystkim show. Nie boisz się, że takie „show” może zaszkodzić twórcom niezależnym? Zazwyczaj ludzie uważają, że producenci siedzą w kącie ii dłubią nad swoimi produkcjami, a nie pchają się przed kamery.

Starzy wyjadacze ZTG mawiają żartobliwie „Gdzie FANO tam impreza”, więc PGA ma konkurencję na tym poziomie. Każdego roku idziemy o krok dalej, nie zatrzymujemy się. W tym roku liczy się dla nas przede wszystkim bliższa współpraca z PGA, dodatkowe stoiska dla indyków na głównej sali i trochę większy spokój dla naszych uczestników.

Rok temu pojawiło się wiele bzdurnych komentarzy, że ZTG było jedyną atrakcją targów, że ZTG uratowało dobre imię PGA, ale to szczerze głupota. Targi miały swoje atrakcje, swoje cele i łącznie przybyło 35 tysięcy osób, z czego 2 tysiące to byli nasi uczestnicy, czyli niespełna 6% całości. Tak, więc współpraca jest bardziej ciekawym uzupełnieniem i połączeniem aniżeli przeszkodą, a przynajmniej ja tak to widzę i z tego, co wiem też uczestnicy ZTG tak to odbierają.

Akademickimi możemy nazwać konferencje Polskiego Towarzystwa Badania Gier (Listopad, Poznań) Krajowej Konferencji Wytwarzania Gier Komputerowych (Wrzesień, Gdańsk) czy Inżynierii Gier Komputerowych (Marzec, Siedlce), jednak już same nazwy tych inicjatyw wskazują na ściśle akademickie albo techniczne zapatrzenie.

Zjazd Twórców Gier nigdy nie zamykał się na nic, każdy może przyjść uczestniczyć, a także wykładać. Owszem, gościliśmy osoby z branży oraz indyki, doktorów jak i studentów, pisarzy, a także przedstawicieli mediów i dziennikarzy – każdy zawsze znalazł coś dla siebie u nas i to jest piękne, że mimo różnic w poglądach, pozycjach, statusach połączyła nas pasja do gier i to nie tylko tych wideo.

I tak indyki lubią siedzieć w swoich gniazdkach, ale Game Developers Convention w San Francisco ma swoje Independent Games Festival wraz z Indie Game Summit, tak i u nas istnieje ZTG, gdzie twórcy i gracze raz do roku mogą się spotkać, spędzić dobrze czas, wymienić się kontaktami, wypromować osobiście, a po całym dniu wrażeń iść na jedno z wielu after party i miło wspominać ten czas. A w między czasie obok odbywają się największe Targi. Tak, więc jest to jakaś namiastka z nutką słowiańszczyzny.

5. Możemy spodziewać się wizyty twórców zza granicy?

Ja jestem zagraniczny od 4 lat, jednak wierzę, że i w tym roku nie będę sam. Niczego nie mogę wyjawić na dzień dzisiejszy, gdyż cały czas prowadzimy rozmowy. Ale na osłodę wrzucę wam wykład Eoina O’Doherty’ego z Rovio ze zeszłego roku:

6. W ostatnim czasie gry niezależne są coraz bardziej doceniane przez krytyków i stawiane są na równi z produkcjami AAA. Myślisz, że to już czas, żeby wyjść z „cienia” niezależności i mówić o grach indie, jako pełnoprawnym produkcie?

Są to bardzo odważne tezy, które stawiasz i nie zgodzę się w pełni z niczym, co tu napisałeś. A dlaczego? Bo od środka to zupełnie, inaczej wygląda i wypowiem się szczerze i brutalnie na ten temat podczas dwugłosowego wykładu w ramach ZTG. Tak przynieście pomidory.

7. Wiem, że każda osoba ma problem z tym pytaniem. Chciałbym się jednak od Ciebie dowiedzieć, czym dla Ciebie jest niezależność. Czy np. zespół 100 osób, można nazwać jeszcze niezależnym?

Ponownie zapraszam na mój wykład o tytule „Myślał indyk o niedzieli…” a, tymczasem poddam pod dyskusję coś innego –, a co jest przeciwieństwem niezależności? Czy pojedynczy akt albo nawet polityka definiuje niezależność? Do czego ona jest nam potrzebna? Czy polski Bulletstorm i jego wulgarność, która nie rzucała się w oczy nawet Chmielarzowi, dopóki nie dostał polskiego tłumaczenia i przyzwolenie Epica na wydanie gry w takiej formie nie jest przejawem niezależności? Czy dodanie Mew do pierwszych Pokemonów, wbrew zgody i wiedzy kogokolwiek (od Tajiriego poprzez szefostwo Nintento i GameFreak) nie jest przejawem niezależności? Czy Valve i Blizzard samo stanowiące sobie o wszystkim, w tym swoich usługach, które zdefiniowały na nowo rynek jak Steam czy Battle-net nie są przejawem niezależności?

ztt

8. Z, której edycji jesteś najbardziej zadowolony?

Każda edycja była specyficzna i zapadła w pamięć, pierwsza, bo po raz pierwszy poznałem teraz już wieloletnich przyjaciół osobiście, druga miała najwięcej żartobliwych sytuacji i tekstów, trzecia przez problemy z uczelnią i improwizację sali (gdzie część gamedevu wciąż mnie nienawidzi za nią, mimo iż alternatywą było anulowanie połowy programu), czwarta, bo wreszcie zgodnie z nazwą wyszliśmy poza gry komputerowe (Klanarchia!), piąta, bo udało mnie się uniknąć odpowiedzialności, jako organizator i mogłem na luzie w szortach i T-shircie chodzić po targach, a i spotkałem wreszcie twarzą twarz kogoś, kogo znałem od 9 lat z sieci i na niej też poznałem cudowną kobietę, ale to wszystko to już przeszłość.

9. Czego możemy spodziewać się w najbliższej edycji? Szykujecie jakieś ciekawe niespodzianki?

W tym roku nie mamy jednego piętra dla siebie a cały pawilon, więc tak planujemy trochę więcej atrakcji. Cieszymy się z stoisk indie developerów na PGA i mamy nadzieję, że będą się cieszyć popularnością – życzyłbym jednak ludziom, aby zrobili coś na wzór Indie Megabooth aniżeli konkurencyjne stoiska jak to firmy mają w zwyczaju robić.

A także kilka niespodzianek, które mogą, ale nie muszą przypaść do gustu. Panel filmowy powinien się poszerzyć.

10. Jesteś osobą, która brała udział w tłumaczeniu Indie Game: The Movie. Robiłeś to na zlecenie czy po prostu z dobrego serca?

Z tłumaczeniem to trochę dziwnie wyszło. Utrzymujemy kontakt z Lisanne i Jamie od praktycznie początku pierwszej kampanii na Kickstarterze i sam zaproponowałem, im tłumaczenie. Niestety, ze względu na magisterkę musiałem spowolnić prace nad swoją wersją i ktoś inny przejął pałeczkę, którą później musiałem poprawiać (poprawiona wersja była na zeszłorocznej polskiej premierze podczas ZTG). Niestety, wersja steamowa i sieciowa nie zostały wciąż poprawione -, mimo iż autorzy mają najnowsze (4 już) tłumaczenie. Co więcej od tamtego czasu IGTM był pokazywany przynajmniej raz we Warszawie i Krakowie, więc wieść się niesie.

11. Uważasz się za osobę kontrowersyjną?

Uważam się za osobę o wyrazistych czasem skrajnych poglądach, za którą nie przepadają niektóre osoby, a inne uważają, że mam coś do nich, mimo iż tak nie jest. Każdą zainteresowaną osobę zapraszam do bezpośredniego kontaktu podobno najłatwiej się ze mną skontaktować ze wszystkich polskich developerów.

Mimo to staram się współpracować ze wszystkimi zainteresowanymi współpracą, a tych, którzy nie są staram się przekonać. Chociaż cena bycia szczerym i mówienia, co się myśli jest czasem dość wysoka, jak się przekonacie na wspomnianym już wykładzie o Indykach.

12. Pięć edycji odbyło się w pięciu różnych miastach. Czy już zdecydowaliście, że to Poznań będzie zawsze miejscem spotkań, czy np. za rok impreza przeniesie się jeszcze, gdzie indziej?

Wrocław był rozważany, jako alternatywna ten rok, ale z pewnych przyczyn nie wszystko wyszło tak jakbyśmy chcieli, ale też organizacja rok temu zapowiadała się na ciekawą długotrwałą współpracę, więc zostaliśmy przy Poznaniu w nieco innej formie (stoiska indie na PGA i cały pawilon dla ZTG).

61118_435388423174934_1532659771_n

13. W naszym kraju jest tak, że ludzi boli najbardziej to , że komuś się udaje, a, im nie. Myślisz, że pewne osoby po prostu zazdroszczą Ci tego, że to właśnie ty wpadłeś na taki pomysł jak ZTG?

Kiedy zaczynaliśmy ZTG tak naprawdę w Polsce były trzy imprezy – IGK dla programistów, PTBG dla akademików i PGA dla graczy wszelkiej maści. Wszelkie inne starsze inicjatywy jak Gambleriada poupadały i nie było tak naprawdę niczego dla pozostałych twórców. Niczego dla wszystkich.

Po tym jak ZTG zaczęło odnosić stopniowe sukcesy powstały kolejno GameDay, Szczecin Gameshow, WGK, DigitalDragons, GIT, PGA upadło na pewien okres, a następnie nawet fandom fantastyki zaczął dodawać gry do swoich programów od Polconu w 2011, gdzie miałem przyjemność pomagać Piotrowi Żygadło z Artifex Mundi przy pierwszej tego typu inicjatywie. Ale teraz PGA wróciło i bardzo dobrze nam się z nimi współpracuje, mamy inną filozofię, ale wspólną wizję i to jest piękne, zobaczę, czym to zaowocuje w tym roku.

Być może dla niektórych motywacją jest zazdrość albo chęć zemsty, zapewne dla niektórych temat indyków jest zwęszeniem potencjalnych pieniędzy i zysków. Ale ZTG od zawsze było robione z pasją dla pasjonatów przez pasjonatów, jednak taka forma też nie wszystkim pasuje, tak, więc dobrze , że teraz mamy wybór.

14. Wspomniałeś o panelu filmowym, myślałeś może również o czymś dla czytelników? Panel książek niezależnych?

Staramy się, aby program był około growy. Jeżeli byłoby więcej ‚growych’ książek to cóż, czemu, by nie? Jednak na dzień dzisiejszy jedyne, co mamy to udaną sagę Gamedec Marcina Przybyłka, który gości u nas od czasu do czasu, a także kilka(naście) polskich systemów RPG lepszych i gorszych. Wykłady Sapkowskiego czy Głuchowskiego wolałbym pozostawić fandomowi fantastyki. My zajmujemy się grami, a to i tak szerokie pojęcie.

Co prawda w ostatnim czasie wyszło kilka pozycji o grach i powiązanych realiach spod piór Sikory czy Gonciarza, ale to nakierunkowuje nas bardziej w stronę akademickiej dyskusji i poziom tych pozycji jest zróżnicowany, tak samo, jak tematyka. To wciąż może być za mało, chociaż, kto wie?

15. Dobra, to, kiedy możemy spodziewać się w Polsce podobnej imprezy jak IGF z nagrodami, panelami dotyczącymi tylko gier niezależnych?

A, kiedy doczekamy się kultury pracy i społeczności na wzór tej Amerykańskiej, gdzie wszyscy szanują wszystkich i coś razem organizują? Kiedy doczekamy się instytucji szkolnych pokroju DigiPen? W Polsce mamy podziały i zaściankowość w niemalże wszystkich przejawach życia kulturalnego i społecznego. W gamedevie dwa największe fora to Warsztat (programiści) i Łososiowe (gdzie dostać się można jedynie poprzez zaproszenie i spełnione wymagania członkowskie). Reszta to grupki twórców siedzących tylko w swoich realiach – Game Maker, RPG Maker, Kliki…

Poza tym główną barierą są i będą pieniądze. IGF to już kilkanaście lat marki, renomy i doświadczenia oraz sponsorów. Niestety, nasza Polska mentalność, chęć szybkich zysków, bycie złotą rączką i niechęć do długotrwałych inwestycji blokuje rozwój branży w tym kierunku.

Niby wszyscy próbują GameDay miało swoje Polish Game Awards, Digital Dragons ma swoje wyróżnienia, WGK ma Developer Showcase, ale to nie jest ta klasa, to nie jest to podejście. Nawet do PAX jest nam daleko. Co ciekawe Amerykańska i Azjatycka edycja GDC ma swoje IGFy, a Europejska nie. Zastanówcie się nad tym.

Według mnie współpraca PGA i ZTG może czymś ciekawym zaowocować w tym roku, a jeszcze ciekawszym w przyszłym. Obserwujcie zwłaszcza stoiska dla Polskich Twórców i nasz Pawilon. Są to największe targi ze skupieniem na atrakcjach i przemyśle, które są otwarte dla branży jak i publiki (jak na GDC) i mamy największą część merytoryczno-konferencyjną, na którym trwają pokazy i wychwalana jest idea niezależności (ZTG), co więcej w tym roku mamy wspomniane już nie raz stoiska Indie (PAX/IGF) tylko bajeranckiego rozdania nagród i kasy nam brakuje.

16. A co byś powiedział na uruchomienie projektu „Festiwal Gier Niezależnych” na jakimś portalu crowfoundigowym? Czy takie coś ma sens?

Było już kilka prób zrobienia takiego festiwalu, nie tylko z naszej strony, i to z różnymi instytucjami jak powiedziałem wcześniej zawsze rozbijało się o markę, prawa autorskie i pieniądze. Każdy chce na tym zarobić, a nie jest to biznes, w którym się łatwo zarabia wbrew pozorom.

Ale ja nie poddałem się ze ZTG tak, więc i z tą ideą się nie poddam.

9266_437619242951852_1287510170_n

17. A może pora na to, żeby zapomnieć o własnym zarobku, a dać szansę twórcom niezależnym na pokazanie się? Zrobienie 10 statuetek, zebranie kilku osób do jury na pewno nie jest czymś trudnym. Dla mnie największy potencjał do tego typu imprezy ma właśnie Digital Dragons, ale tam indyki zostały trochę zepchnięte na drugi tor.

Cóż, z tego, co słyszałem DD było bardzo zorganizowane na siłę, aby spożytkować fundusze europejskie, a co, kiedy te fundusze się skończą? Natomiast na GameDay niby największych targach w Europie Środkowo-Wschodniej mało, kto się wystawiał. Jednak tak jak mówię są to rzeczy zasłyszane i zaobserwowane z materiałów udostępnionych przez organizatorów (zdjęcia, listy firm), a nie obserwacje z pierwszej ręki, gdyż praca uniemożliwiła mi uczestnictwo w żadnej edycji z wymienionych imprez.

Poza tym problem, jaki widzę jest inny, wielu dobrych Polskich twórców bądź też Polskiego pochodzenia nie jest w ogóle w Polsce rozpoznawana ani szanowana. Hardy (Snakes of Avalon) czy Majewski (Trauma) na zachodzie byli wychwalani przez wszystkich (Trauma nawet wygrała na IGF-ie), a w Polsce de facto o Traumie tylko Hardy wspomniał.

18. Wspomniałeś o tym, że polscy producenci są niedoceniani. W ostatnim wywiadzie na antywebie również o tym wspominałem. Czy wiesz może, dlaczego Cinders (stworzone przez MoaCube) miało większą liczbę sprzedaży w Korei niż w naszym kraju? Z czego to się bierze?

Odpowiedź jest stara jak świat „cudze chwalicie swego nie znacie”. Pamiętam jak w szkole wszyscy zagrywali się w Soldata, a jak powiedziałem, im, że to Polak zrobił to nie byli w stanie uwierzyć. Poza tym wielu naszym twórcom nie zależy na kojarzeniu ich z wieloma rzeczami jak, chociażby to, kto rozpoczął alpha-funding (MM przy Soldacie) ani na byciu popularnym w Polsce. Gdyż jest to zbyt mały rynek i zbyt małe pieniądze.

Cinders (genialny tytuł, który powinien być przetestowany przez każdego gracza) to przedstawiciel bardzo specyficznego gatunku, visual novel, więc tutaj mnie aż taka rozbieżność nie dziwi. Poza tym ekonomiczniej jest wydać wersję anglojęzyczna, którą można sprzedać na całym świecie (w tym w Polsce) aniżeli Polską tylko w Polsce. Natomiast wiele osób w gry nie po polsku nie zagra, bo nie.

Jeśli mogę poruszę małą dygresję, taki nasz rodzimy paradoks – pełnych wersji gier w gazetach i nie tylko i to po polsku w cenach porównywalnych bądź znacznie niższych niż na zachodzie. A to większy koszt przecież (tłumaczenie), a pisma i wydawcy i tak na tym zarabiają. Jak spytacie?

Nasz kraj nie liczył się przez lata na arenie międzynarodowej, jako rynek zbytu (chociażby zgoda na, to by PCF/Chmielarz miał prawa do Painkillera na rynku Polskim, a wydawca wszędzie indziej – i pod wieloma względami wciąż się dla wielu nie liczy: Xbox Live?). Jesteśmy w stanie wynegocjować bardzo tanie licencje, pod warunkiem że gra zostanie przetłumaczona nieodwracalnie na Polski bez możliwości posiadania oryginalnej wersji językowej. Dlatego też często u nas wychodzą gry tylko po Polsku, ale, za to w lepszej niż na zachodzie cenie.

19. Czyli jak widać możemy stwierdzić:, że przyszłość twórców niezależnych w naszym kraju nie rysuje się w różowych barwach?

A dlaczego nie? Mamy wciąż relatywnie niższe koszty utrzymania i produkcji. Co więcej zarabiając w Polsce dochodzi przelicznik, więc teoretycznie więcej zarabiamy sprzedając zagranicą aniżeli to kosztuje nabywców. Jednak tym samym trochę zawiłe prawo podatkowe zwłaszcza ze Stanami nam szkodzi, ale to ma się zmienić.

Co więcej z roku na rok jest więcej imprez, jest więcej twórców, jest więcej firm… Mamy też coś, czego brakuje na zachodzie naszą słowiańską fantazję i czasem potrafimy ją dobrze wykorzystać. Ale co przyszłość przyniesie dopiero ona sama pokaże, kto jeszcze kilka lat temu myślał o tabletach albo smatfonach, jako gł. rynku gier?

A w międzyczasie namiastkę najbliższej przyszłości zapewne poznamy w ramach konferencji i pokazów na PGA i ZTG, na które serdecznie zapraszam.

59795_435389706508139_1578462333_n

Zjazd Twórców Gier