Zagubiony wśród śniegu – recenzja Kholat

Jest przeraźliwie zimno. Wiatr, nieustannie wirując w labiryncie surowych, wysokich skał, tylko pogarsza sprawę. Pomimo zalegających dookoła połaci czystego, białego śniegu, ciemność rządzi w tym miejscu stalową ręką u boku nocy, skutecznie ograniczając moje pole widzenia. Tam, w Polsce, skąd obserwowane są moje losy, zaczyna się upalne lato; jednak tu, w górach Ural, nieprzerwanie trwa bezlitosna zima. A ja błąkam się po tej nieprzyjaznej człowiekowi ziemi, w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące mnie pytania: co stało się ze studentami, których zniknięcie badam? Jaka jest moja rola w tej historii? I przede wszystkim: czy to mi się podoba?

Ironicznie, Kholat nie daje jasnej odpowiedzi na żadne z powyższych pytań. Gra, która w oczach ludzi jawić się miała jako duchowy kontynuator dobrej passy Ethana Cartera, zdecydowanie stara się nim być – z dosyć średnim skutkiem. Dzieło Polaków z IMGN.pro usiłuje również dokonać wiwisekcji paru innych tytułów, a następnie, z połączenia ich najlepszych elementów stworzyć swoje własne dzieło, które, niczym potwór doktora Frankensteina, tak intryguje jak i rozczarowuje – nie będąc do końca tym, czego oczekiwano.

!NEW_Kholat_ForestHistoria produkcji skupia się na faktycznych wydarzeniach z rosyjskiej Przełęczy Diatłowa. W późnych latach 50, grupa studentów, zahartowanych w niebezpiecznych wyprawach niedoszłych kreatorów wspaniałej Sowieckiej rzeczywistości, zaginęła podczas narciarskiej podróży w głąb gór Ural. Grupa poszukiwawcza, wysłana ich śladem, odnalazła opuszczone obozowisko, którego właściciele, zostawiając za sobą cały osprzęt, prawdopodobnie zmuszeni byli salwować się ucieczką przed nieokreślonym zagrożeniem. Niebezpieczeństwo musiało nawiedzić ich nagle  i niespodziewanie, gdyż namioty studentów rozerwane były od środka, co wskazywało na desperacką próbę walki o życie.
!NEW_Kholat_StationCiała nie zostały odnalezione od razu. Odkryto je nieco później, w różnej odległości od opuszczonego obozu. W tym też momencie sprawa przybrała jeszcze dziwniejszy obrót: przyczyna śmierci studentów nie była jednakowa. Chociaż część z nich umarła z wyziębienia i wycieńczenia organizmu, tak jak można się było spodziewać, autopsja pozostałych wskazywała na obrażenia wewnętrzne jako przyczynę zgonu. Nie istniały jednak żadne dowody wskazujące na przedśmiertną walkę zamordowanych – dali się zabić nie stawiając żadnego oporu?

Sprawa do dzisiaj nie została wyjaśniona, a powstałe wokół niej teorie można liczyć w dziesiątkach. Deweloperzy z IMGN.pro zdecydowali się zejść na najbardziej ryzykowne tory wyjaśnień, przypisując całej sprawie aspekt paranormalny. W ten sposób powstał Kholat – gra określana mianem horroru, a faktycznie wpadająca raczej w ramy dosyć popularnego ostatnio i stosunkowo niszowego gatunku, nazywanego niekiedy zgryźliwie „symulatorem chodzenia”, którego zresztą jestem dużym fanem.
!NEW_Kholat_MoonlightWcielamy się więc w rolę bliżej niezidentyfikowanego mężczyzny, obarczonego zadaniem rozwiązania zagadki wydarzeń z Przełęczy Diatłowa. Rozwikłanie tajemnicy przybliża się do nas z każdą notatką, artykułem i kartką z dziennika, które znajdujemy eksplorując świat gry. Podobieństwo do Zaginięcia Ethana Cartera widać więc od razu. Czy Kholat jest jednak w stanie sprostać wysokim oczekiwaniom postawionym przez dzieło Polaków ze studia The Astronauts?

Najważniejszym elementem produkcji, w których tempo eksplorowania świata jest niewielkie, żeby nie powiedzieć, spacerowe – jest klimat. Tego Kholatowi zdecydowanie odmówić nie można. Skuty lodem i zasnuty w okowy śniegu świat tytanicznych gór Ural uderza nas swoją wyjątkowością już w momencie, gdy jako główny bohater stajemy na kamiennej posadzce dworca kolejowego w pustym mieście, leżącym dopiero u stóp wielkiego masywu. W pierwszych minutach orientujemy się, że coś jest nie w porządku. To miejsce jest za ciche i zbyt obce. Dokładnie tak chciałem się czuć.

Z każdą kolejną minutą uczucie obcości, a w rezultacie i wyjątkowej magii tego miejsca rośnie, potęgowane przez świetną, acz zdecydowanie za krótką ścieżkę dźwiękową, oraz rewelacyjną grę aktorską, która w wersji angielskiej ukoronowana została obecnością znakomitego Seana Beana, wcielającego się w rolę narratora. Za sprowadzenie tak utalentowanego aktora autorom gry należą się wielkie brawa.
Kholat_StairsSkoro już zdążyłem wspomnieć o oprawie dźwiękowej, wypada, w celu zachowania spójności, skupić się w tym miejscu również na aspektach wizualnych produkcji. Styl graficzny nie jest jednak aż tak zniewalający jak oprawa dźwiękowa. Ciężko się jednak dziwić – niezwykle trudno jest stworzyć estetycznie zachwycający świat, którego główną cechą wszechobecność śniegu. Stoki Uralu, bez wątpienia piękne w rzeczywistości, w przypadku przeniesienia w wirtualne realia siłą rzeczy mogą wydać się nieco powtarzalne i stosunkowo nudne, tym bardziej, że cała akcja rozgrywa się wyłącznie w nocy, gdzie widoczność głównego bohatera jest znacząco ograniczona. Problem wtórności terenu twórcy postanowili urozmaicić poprzez umieszczenie w świecie produkcji tak wielu cech przyrodniczych charakterystycznych dla gór, jak to tylko możliwe. Przyjdzie nam więc poruszać się zarówno w wąskich wąwozach, po zamarzniętych rzekach i jeziorach, oraz w mrocznych iglastych lasach.

Skonfrontowanie problemu nie jest jednak równoznaczne z rozwiązaniem go, a z tym Kholat już nie do końca sobie radzi. Produkcja bardzo chce, żebyśmy uwierzyli, że mamy do czynienia z otwartym światem – tak jednak nie jest. Szybko uświadamiamy sobie fakt bycia zamkniętym w labiryncie korytarzy, wyznaczanych nie tyle surowymi ścianami, co przeszkodami za wysokimi o kilkanaście centymetrów, a w rezultacie niemożliwymi do przejścia. Bohater, z całkiem logicznych powodów niezdolny do skakania z całym sprzętem niezbędnym do tego typu wypraw na plecach, jest więc skutecznie blokowany przez każdą większą skałę czy pniak. Chcąc tego czy nie, zmuszeni jesteśmy wędrować wąskimi ścieżkami wytyczonymi przez twórców, których mnogość i zawiłość sprawia, że nie tylko łatwo się zgubić, ale również znudzić.

Z jednej strony rozumiem cel takiego zabiegu; szukanie kartek, na których w istocie skupia się cała istota rozgrywki, byłoby zdecydowanie trudniejsze, gdyby gracz miał możliwość wspięcia się w każde miejsce i przeskoczenia każdej przeszkody – automatycznie bowiem zwiększyłaby się ilość lokacji, w których poszukiwane zapiski mogłyby się znaleźć. Z drugiej strony, stworzenie labiryntu śnieżnych, niezwykle podobnych do siebie korytarzy w żaden sposób nie ułatwia nawigowania w terenie, przyczyniając się tym samym do jeszcze większego skomplikowania poszukiwań. Nie raz zdarzyło mi się złapać na przechodzeniu obok tej samej skały czy tego samego złamanego drzewa, tylko dlatego, że ścieżka, swoją drogą niezaznaczona na mało precyzyjnej mapie, w mrokach nocy wydawała mi się tą właściwą.

Podczas błądzenia po zaśnieżonych bezdrożach, w pewnym momencie natknąłem się na Anomalię. Był to też moment mojego całkowitego skonsternowania; oto bowiem, przeniosłem się ze świata Ethana Cartera w realia Amnesii. Anomalia, czyli nic innego jak tajemnicze monstrum, istota, z którą bohater nie ma jak oraz po co walczyć. Zupełnie jak ja, wędruje ono po niektórych lokacjach bez wyraźnego celu, od czasu do czasu skupiając swoje wysiłki na dosyć niechętnej pogoni za naszym podróżnikiem. Nie jest przy tym szczególnie przerażająca, a jej zdolność teleportacji bardziej irytuje niż buduje napięcie. Potwór ma, w rezultacie, nieuczciwą przewagę, a zabija nas przy pierwszym kontakcie. Geneza obecności Anomalii ani konkretny powód, dla którego w ogóle się w grze pojawiła, nie jest do końca jasny. Moim zdaniem twórcy na tym polu przesadzili – w pewnym momencie rozgrywka zamienia się ze spokojnej, klimatycznej eksploracji w dziwny survival horror, z astmatycznym bohaterem w roli głównej, któremu po krótkim sprincie oczy zachodzą mgłą.
!NEW_Kholat_InteriorNiestety, Kholat posiada wiele elementów trudnych do wyjaśnienia. Chociaż przeszedłem tę grę, nadal nie do końca wiem, o co w niej chodziło. Spowodowane jest to faktem, iż dostęp do ostatniego, trzeciego aktu otrzymujemy po odwiedzeniu kilku miejsc, których współrzędne geograficzne zapisane są w rogu naszej mapy. Dotarcie do wszystkich tych punktów nie jest jednak równoznaczne z zebraniem wszystkich kartek rozrzuconych po świecie gry. Reszta notek, niezbędnych do pełnego zrozumienia enigmatycznej fabuły Kholata, nie jest w żaden sposób oznaczona; zmuszony byłbym przewertować każdy zakątek otulonego w całun nocy świata w poszukiwaniu zeszytowych kartek, by w całości zrozumieć opowiedzianą historię – co nie jest już tak przyjemne.

Na początku tej recenzji wspomniałem, że produkcja IMGN.pro przypomina próbę połączenia najlepszych cech kilku gier, z których zdążyłem już wymienić Zaginięcie Ethana Cartera oraz Amnesię. Trzecim tytułem, nieodstępującym moich myśli na krok przez cały czas obcowania z Kholatem był mało znany survival horror autorstwa rosyjskiego 1C – Cryostasis: The Sleep of Reason. On również rozgrywał się w skutej lodem scenerii, tożsamość i rola głównego bohatera również pozostawała tajemnicą, a oś fabularna również skupiała się na paranormalnych wydarzeniach z polityką ZSRR w tle. Cryostasis jednak miał swój własny charakter, nie czuł potrzeby bycia połączeniem kilku gier – tworzył on własną jakość. Z tego też powodu to właśnie ta produkcja pozostaje moim ulubionym mrocznym tytułem, osadzonym w mroźnej Rosji. Kholatowi do tego miana sporo brakuje.

ZALETY:
5
WADY: