Złe roboty kontratakują czyli recenzja Bad Bots

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Natknąłem się na nią przypadkiem, “spacerując” po YouTube. Zwracała na siebie uwagę. Kuszący i wyglądający nad wyraz obiecująco model rozgrywki, jaki rzadko można ostatnio spotkać, tony akcji, wielkie giwery i setki pocisków przeszywających metalowe ciała tysięcy złych robotów.

I chociaż grafika i animacja głównego bohatera po dłuższych oględzinach zaczęły budzić pewne obawy (ciągle nie mogę zwalczyć w sobie tej samczej tendencji do „oceniania książek po okładce”), postanowiłem spróbować i zaprosiłem ją na kawę.

badbots2

To nie była miłość od pierwszej randki. Nie zrozumcie mnie źle, było naprawdę miło. Sterowanie jest precyzyjne, chociaż rozplanowanie przycisków było dla mnie mało intuicyjne. Zupełnie jakbym tańczył – z grubsza dobrze, czasem zdarzało mi się mylić kroki, jednak nie na tyle, by zgubić rytm. Pociąganie za cyngiel sprawia dużo frajdy, celowanie jest dokładne, a każda broń daje poczucie mocy i pozwala na przyjęcie zupełnie różnych taktyk – od zasypywania gradem pocisków z daleka, poprzez bliski, a nawet zupełnie intymny kontakt, po totalną energetyczną masakrę. Kompletna swoboda i oleista łaźnia – pasek zdrowia zdawał się nie spadać, uzupełniany, tak jak i amunicja, znajdźkami z rozwalanych po drodze skrzyń. Nawet grafika i animacja przy osobistym kontakcie okazały się idealnie pasować zarówno do rozgrywki, jak i klimatu opowieści. Ideał? Tu tkwi szkopuł – mimo wszystkich zalet nie czułem żadnej chemii, nic. Fabuła, choć dająca świetne tło, opowiadana w fajnym, komiksowym stylu i niepozbawiona twistu, sprawiała wrażenie łatwej do przewidzenia i taka też się okazała. Ale nie to było najgorsze.

badbots3

Pierwsze spotkanie skończyło się dosłownie z hukiem. I to wcale nie dlatego, że miałem za głośno rozkręcone głośniki. Problemem okazało się otrzymywanie ciosów podczas walki w zwarciu. Kiedy naszego dzielnego bohatera trafiają kule, jedynym efektem jest widoczny ubytek krwi i mniejsza cyferka przy napisie ‚Health’, jednak gdy atakuje nas nóż, lub inne narzędzie mordu bardzo bliskiego kontaktu, pogromcę robotów ogarnia paraliż i nie możemy się przez chwilę ruszyć. Próbowałem to sobie tłumaczyć tym, że to w sumie realistyczne, ale efekt jest taki, że podczas walki z pierwszym bossem atakującym wielkim wiertło-młotem prawie nie szło wyrwać się z blokady, przyciski zdawały się nie reagować, punkty zdrowia błyskawicznie zmierzały ku zeru i zacząłem autentycznie walić z frustracji i niemocy w klawiaturę. Jakoś się udało, jednak gdy zaraz potem naparła na mnie prawdziwa horda robo-sztyleciarzy i wszystko zaczęło się od nowa, nie wytrzymałem, wstałem od stolika i odszedłem.

badbots4

Spotkaliśmy się jeszcze raz po paru dniach w sumie spędzając ze sobą trzy lub cztery godziny. Przymknąłem oko na problem z walką w zwarciu i konfrontacje z bossami , zbierałem na takie okazje amunicję do najmocniejszej pukawki. Przez resztę czasu parłem, choć bez znużenia i irytacji, to raczej beznamiętnie ku niechybnemu końcowi. Ten całkiem miło mnie zaskoczył. Ostatni boss okazał się wymagający, walka z nim ciekawa, zmuszająca do czegoś więcej, niż bezmyślnego strzelania i całkiem satysfakcjonująca. Pożegnałem się bez żalu, zastanawiając się, skąd te wszystkie wysokie oceny i całkiem pochlebne recenzje wszystkich dookoła.

badbots5

Dałem sobie parę dni, żeby przemyśleć to wszystko na spokojnie. Dwuwymiarowe strzelanki tego typu to pieśń przeszłości. Zawsze chciałem zagrać w coś takiego, pamiętam tylko jeden tytuł, którym zachwycali się koledzy w podstawówce – EAT THIS. Mi nie było dane go poznać, komputer dostałem dużo później, a każda produkcja próbująca sił w tym temacie, jaka stawała na mojej drodze, okazywała się wypruta z grywalności. Dzisiaj spotkaliśmy się z Bad Bots znowu. Na godzinkę, by jeszcze raz przeanalizować to, co stało się do feralnego pierwszego bossa. Patrząc na wszystko jeszcze raz, bez żalu i sentymentów, muszę tej grze przyznać – poza dziwacznym i odrzucającym podejściem do walki w zwarciu reszta składników jest naprawdę dobra. Etapy są zaprojektowane z pomysłem, bronie zróżnicowane, grafika ma specyficzny, ale dający się lubić i pasujący do całości styl, a całość sprawia wrażenie naprawdę przemyślanej produkcji – zaczynając od nowa, zaledwie trzy dni po ukończeniu, nie czułem znużenia ani zniechęcenia, a i w sumie wcale nie tak łatwo było mi przerwać.

Może to po prostu nie jest miłość. Może po prostu nie da się kochać każdego. W każdym razie nie żałuję zawarcia tej znajomości i koniec końców myślę, że z chęcią będą ją kontynuował. Warto dać Bad Bots szansę. A najlepiej dwie. Ale lepiej za dużo sobie nie obiecywać i poczekać na mocno obniżony kurs euro lub gdy będzie spacerowała z większą ilością koleżanek w jakimś bundle’u.

Maciek Ejsymont

ZALETY:
5
WADY: